poniedziałek, 17 września 2018

Siódme wybicie wskazówek

           Poczułeś mocne szarpnięcie za ramie i zostałeś odciągnięty od szatynki. Wzniosłeś przymknięte na czas pocałunku powieki i  zwróciłeś głowę w kierunku właściciela dłoni nadal znajdującej się na twoim przedramieniu. Nagle czas równo ze zmierzeniem wzrokiem twarzy Kochanowskiego jakby się zatrzymał. Zawód w jego szarych oczach i pewnego rodzaju niezrozumienie uświadomiły ci  jak podle się zachowałeś.  Spuściłeś głowę, wbijając wzrok w czubki swoich butów. Skryłeś twarz w dłoniach i przetarłeś ją nimi, wzdychając głośno. Było ci tak cholernie wstyd za to co zrobiłeś, a cisza ze strony szatynki jeszcze bardziej cię dobijała.
      -My już musimy iść.-rzucił w popłochu środkowy, ciągnąc cię za łokieć w kierunku twojego samochodu. 
Wyrwałeś się z jego uścisku, gładząc dłońmi materiał spoczywającego na tobie ubrania. Z całej siły uderzyłeś stopą w przednią oponę i zakląłeś siarczyście pod nosem. Wplotłeś smukłe palce w jasne włosy i nerwowo zaczesywałeś je do tyłu, próbując zebrać myśli. Zacisnąłeś powieki, oddychając głęboko, aby się uspokoić. Wtem usłyszałeś cichy głos blondyna informujący cię, że w takim stanie nie możesz siąść na kierownice i to on poprowadzi twój samochód. Skinąłeś machinalnie głową i zatrzasnąłeś za sobą drzwi od strony pasażera. Obserwowałeś jak twój towarzysz opada na fotel kierowcy i zapina pas, po czym chrząka donośnie i spogląda na ciebie znacząco.
     -Czas ci uświadomić, Arturze kilka ważnych rzeczy.-rozpoczął łagodnym tonem głosu Kochanowski.-Po pierwsze mój drogi przyjacielu chyba postradałeś zmysły, całując tą panienkę zaraz po jej powrocie.-skarcił cię wzrokiem.- Po drugie do cholery masz dziewczynę! Po trzecie kurwa ogarnij się, bo nie ręczę za siebie i ci przypierdolę jak będzie trzeba!- zdziwiony przypatrywałeś się wyprowadzonemu z równowagi Jakubowi.
        -No właśnie. Jagoda...-uderzyłeś się z otwartej dłoni w czoło.- Kurwa, kompletnie o niej zapomniałem!
       -Gratulacje ilorazu inteligencji!
Pacnąłeś przyjaciela w ramie i utonąłeś w oceanie własnych myśli. Kuba miał całkowitą rację. Zasługiwałeś na porządne oberwanie z jego strony. To jak zachowałeś się względem kochającej cię tak mocno Jagody było nie fair, a wręcz karygodne. To ona wyprowadziła cie na prostą po wyjeździe z Bełchatowa. To ona wspierała cię w tym co robisz i była na każdym meczu rozgrywanym w gdańskiej Ergo Arenie, nie pozostając nigdy nie widoczną. Zawsze gdy się tam znajdowała  odczuwałeś wyraźnie jej podporę na boisku, gdyż nie była w stanie szczędzić gardła i dłoni. A dlaczego Ewelina uciekła? Gdyż ją to przerosło. Nie była w stanie umacniać cię w tym co kochałeś, czemu bezgranicznie się poświęcałeś. Nie zamierzała tego robić kosztem własnego cierpienia na tym w postaci małej ilości czasu jaki jej poświęcałeś. Postawiła ci ultimatum, którym zadała ci dotkliwy cios, a ty mimo to wybiegłeś za nią z tego cholernego supermarketu i pocałowałeś, zapominając o całym świecie, o brunetce, która dopinała ostatnie sprawy nad morzem, aby zawitać niebawem do twojego nowego mieszkania. Martwiło cię to jak wpływ nadal ma na ciebie twoja była partnerka. Omamiła twój umysł bez najmniejszego wysiłku. Zamąciła ci w głowie i wznieciła ponownie ogień w twoim sercu. Niepokoiło cię to. Pokręciłeś głową stanowczo, chcąc odgonić od siebie kłębiące się w twoim umyśle na temat Adamiak myśli. Kochan zerknął na ciebie z uniesioną brwią, okręcając kierownicę. Jego opanowany głos otulił twoje uszy, prawiąc ci kazania na przyszłość, na które ochoczo kiwałeś głową. Nieco irytował cię swoimi pouczeniami, gdyż był młodszy i to ty więcej doświadczyłeś w życiu, ale wiedziałeś, że chciał dobrze. Pierwszy raz poczułeś to, kiedy zagaił do ciebie odnośnie swoich problemów z płcią piękną. Od tamtego czasu w jego życiu nastała jednak równowaga jeżeli chodziło o wybrankę serca, w twoim wydawało ci się, że panowała, ale zaburzyła ją skutecznie Adamiak. Gdyż w tobie nadal kiełkowało jakieś uczucie względem dawnej ukochanej. Odetchnąłeś z ulgą, kiedy blondyn przekręcił kluczyk w statyce, gasząc silnik, bowiem to oznaczało, że w końcu uwolnisz myśli od postaci szatynki, a doskonale wiedziałeś, że na jej miejscu powinna w nich spoczywać brunetka. Poderwałeś się z miejsca i z jego pomocą zabrałeś się za wnoszenie wyposażenia bagażnika do twojego nowego lokum. Po kilku minutach  rozkładania nowych rzeczy na odpowiednie miejsce runąłeś na kanapę z chłodnym chmielowym trunkiem, a Kochanowski uderzył swoją butelką o twoją, uśmiechając się szeroko.
         -Za twoje miłosne życie, Arczi.-mruknął pod nosem.
Popatrzyłeś na niego powątpiewająco i zaśmiałeś się pod nosem, zdając sobie sprawę, że teraz będzie z ciebie kpił. Popijałeś napój alkoholowy i czułeś, że tego właśnie potrzebowałeś. Chwili zwolnienia tempa. Przymknąłeś powieki i wsłuchiwałeś się mimowolnie w rozmowę środkowego toczoną z jego dziewczyną. Nagle jednak poczułeś czyjeś dłonie na powiekach.
        -Kochan, weź sobie jaj nie rób!- parsknąłeś, chichocząc pod nosem.
  Uniosłeś powieki i zmarszczyłeś brwi, kiedy Kuba zanosił się głośnym, niepohamowanym śmiechem, spoglądając za oparcie kanapy. Odchyliłeś głowę do tyłu i mimowolnie kąciki twoich ust wzniosły się na wyżyny. Poderwałeś się z kanapy i otuliłeś szczelnie ramionami drobną sylwetkę dziewczyny. Brunetka owinęła dłonie wokół twojej szyi i przywarła do ciebie całym ciałem, oplatając cię nogami w pasie.  Wpiła się zachłannie w twoje wargi, a ty nie miałeś innego wyjścia jak wyciskać żarłocznych pocałunków na jej słodkich ustach. Owinąłeś wokół palców jej długie, ciemne kosmyki związane w wysokiego kucyka, delektując się ich miękkością. Nozdrza otuliła znajoma, utęskniona woń, a zmysłami zawładnęła ta urocza brunetka.  Oderwała się od ciebie, uśmiechając się rozczulająco i oparła czoło o twoje, starając się unormować płytki oddech.
        -Tak się cieszę, że cię widzę.-wypowiedziała pełnym podekscytowania głosem.
       - Ja też się cieszę skarbie, że tutaj jesteś.-powiedziałeś, gładząc dłonią jej policzek.- A co tak prędko?
    - Mama widząc, że umieram z tęsknoty za jej ulubionym zięciem zaproponowała, że resztę rzeczy wyśle mi pocztą a te najpotrzebniejsze pomogła mi spakować i o to jestem.- oświadczyła uradowana. - O cześć Kuba! Wybacz, nie zauważyłam cię.-musnęła przelotnie jego policzek wargami.
       - Witaj Jagódko.-odparł wesoło blondyn odwzajemniając jej gest.- To ja was może zostawię.- poderwał się z miejsca.
      - Ty się chyba wygłupiasz, Suchy!- skarciłeś go momentalnie.-Piłeś, a na nogach taki kawał szedł nie będziesz.
      - Arczi, kretynie ty już lepiej nie pij więcej.-uderzył sobie z otwartej dłoni w czoło.- Mieszkam piętro wyżej, chuju bobrze.-pstryknął cię palcem w czubek nosa.
Janczak roześmiała się dźwięcznie, kręcąc głową nad twoim ogarnięciem, a ty jedynie wzruszyłeś ramionami i uśmiechnąłeś się szeroko. Przeprosiłeś dopiero co przybyłą dziewczynę i podreptałeś przy boku siatkarza do drzwi. Przybiłeś z nim piątkę na pożegnanie i nim zdążyłeś przymknąć za nim drzwi, usłyszałeś jeszcze :
     - Powiedz jej prawdę, Artur.
Westchnąłeś głośno, zdając sobie sprawę z tego, że tak będzie najlepiej jednak nie chciałeś psuć atmosfery tuż po jej zjawieniu się. Podrapałeś się zakłopotany po głowie i wróciłeś do salonu. Objąłeś ramieniem brunetkę i złożyłeś na jej czole czuły pocałunek, uśmiechając się kącikiem ust. Jej głowa spoczywała na twoim ramieniu, a jej opadające z każdą sekundą coraz niżej powieki świadczyły o tym, że podróż dała jej w kość. Po mimo sporego czasu rozłąki pomiędzy wami panowała cisza, ale wcale nie była tą z rodzaju niekomfortowych, ciążących. Po prosto rozkoszowaliście się swoją obecnością całkowicie, uznając, że słowa w tej sytuacji są zbędne. Wypuściłeś powietrze ze świstem, czym przywołałeś na siebie zaintrygowane spojrzenie twojej towarzyszki i chrząknąłeś głośno.
      - Jaga, bo ja ci muszę coś powiedzieć.-sapnąłeś zdenerwowany.
      - Słucham cię, Artur.-zmieniła pozycję na wygodniejszą, odrywając się od twojego ramienia.
      - Ona wróciła. Ewelina jest w Bełchatowie i dzisiaj z Kochanem ją widziałem.-wypowiedziałeś najbardziej stoickim tonem głosu na jaki było cie w danym momencie stać.
      - Twoja pierwsza miłość tak?-zapytała nieśmiało Jagoda.- To coś pomiędzy nami zmienia? Po co mi to mówisz?-wpatrywała się w ciebie wyczekująco.
       -Tak. Ależ oczywiście, że nie kochanie. Mówię tylko, abyś wiedziała, bo zasługujesz na prawdę.-popatrzyłeś jej głęboko w oczy.
       - Dlaczego mam wrażenie, że nie wiem wszystkiego?-uniosła pytająco brew, spoglądając na ciebie płochliwie.
      - Jakby ci to powiedzieć.-skryłeś twarz w dłoniach.- To był impuls, Jaga. Pobiegłem za nią i coś dziwnego mnie pchnęło do tego, aby ją pocałować. Jakaś część mnie pragnęła dowiedzieć się czy ona nadal mnie kocha. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego co robię.-oświadczyłeś załamany, spostrzegając w jej  szmaragdowych oczach ból.
        -Dobrze zrozumiałam?! Pocałowałeś ją?!- poderwała się z kanapy i stanęła naprzeciwko ciebie, mierzą cię wzrokiem pełnym niedowierzania z mieszanką szoku, a ty skinąłeś głową.-Kochasz ją?-szepnęła ledwo słyszalnie.
         - Jaga...-chwyciłeś ją za nadgarstek, wpatrując się głęboko w jej oczy.
         - Kochasz czy nie?!-wrzasnęła, chłonąc oliwkowymi tęczówkami twoją twarz.
         -Nie wiem!-odparłeś natychmiast, ale byłeś pewien tej odpowiedzi. Była ona szczera.- Jaga, to naprawdę był moment, kiedy straciłem kontrolę. To był szok. Zobaczyłem ją po raz pierwszy po tak długim czasie. Wiem, że zachowałem się nie fair w stosunku do ciebie, ale naprawdę tego żałuję. Kocham cię.-tłumaczyłeś jej łagodnie, przyciskając do klatki piersiowej jej twarz.
        -A co będzie jak stracisz kontrolę na dłużej? Wylądujecie w łóżku?!-parsknęła.
Wyrwała się z twojego uścisku i minęła twoją sylwetkę, zgarniając po drodze stojącą w wejściu do salonu niewielką walizkę. Skrzywiłeś się znacznie, kiedy do twoich uszu dotarło trzaśnięcie drzwi. Podbiegłeś do nich i wykrzykiwałeś jej imię, jednak ona nie zdecydowała się wrócić, a ty nie miałeś odwagi za nią pobiec. Znałeś ją. Potrzebowała teraz samotności. Pragnęła pozbierać myśli i ochłonąć. A tobie pozostało jedynie czekać i modlić się, aby nie postawiła krzyżyka nad waszą wspólną przeszłością i tak dobrze zapowiadającą się przed tą rozmową teraźniejszością. Uderzyłeś z całej siły w fakturę drzwi i osunąłeś się po niej, skrywając twarz w dłoniach.
         - Szalpuk...-usłyszałeś znajomy głos tuż nad swoją głową.
        - Powiedziałem jej. Powiedziałem jej wszystko, Kuba.-powiedziałeś słabo.

~*~
Hello! ^^
Miało być w środę, ale nie miałam siły, a że karuzela mundialowa trwa to postawiłam na weekend, w którym także się nie zmieściłam :D No, ale tutaj minimalnie akurat xD  Oświadczam Wam tutaj, że na studia idę za rok także będziecie mnie tylko przeklinać teraz, gdy zasypane będziecie nauką a ja będę publikować jak szalona :D Umówmy się, że tutaj publikować będę nowości co środę, a jak się nie pojawi to poprawiać się będę w weekend, okay? ^^  Co sądzicie o tym rozdziale? Artur pośpieszył się z tą rozmową czy może postąpił słusznie? ;) Jako, że Maślaka skończyłam to teraz mogę wybrać bloga, na którym mogłabym publikować dwa razy w tygodniu, ale w sumie nie chcę Was zasypywać bo szkoła, a potem ciężko zabrać się do nadrabiania, wiec umówmy się, że w poniedziałek zaglądacie na Bicka, którego piszę z Paulką, we wtorek Fornalowie witają z nowością a w środę lub weekend tutaj ;) Jakie drużyny oglądacie na tych MŚ? ;3 Ja oczywiście standardowo po za naszymi chłopcami  USA i Bułgarię, gdyż Niko nie lubić się nie da :D Całuję i do zobaczenia ;* ( Za kilka godzin może pojawi się nowość na Bicku, także zaglądajcie ^^ )

wtorek, 4 września 2018

Szóste wybicie wskazówek

        Pozwoliłeś się nikle wznieść kącikom ust na wyżyny, gdy w zasięgu twojego wzroku znalazły się charakterystyczne dla miasta pokaźnych rozmiarów kominy. Przesunąłeś dłońmi po skórzanej powierzchni kierownicy, skręcając na jednym ze skrzyżowań.  Znowu tutaj byłeś. Ponownie po upływie tych dwunastu miesięcy poruszałeś się doskonale znajomymi drogami. Lubiłeś to miejsce, jednak twoim azylem była hala Energia, w której kierunku zmierzałeś bełchatowskimi ulicami. Twoja ponowna obecność w  tej miejscowości tym razem jednak wywoływała u ciebie zupełnie inne emocje. Targała tobą niesamowita ekscytacja na czekający cię moment ponownego ujrzenia twarzy dawnych kolegów z drużyny czy radość na wieść, że szeregi tego zespołu zasilał będzie twój kadrowy przyjaciel Kochanowski. Jednak te odczucia skutecznie tłamsił strach. Przerażenie zalewało całe twoje ciało i doskonale było widoczne dla twojego oka, gdy co jakiś czas ręce spoczywające na sterze samochodu drgały niebezpiecznie. Westchnąłeś głośno na ten widok i starałeś się uspokoić skołatane nerwy.  Prędzej czy później przyjdzie ci się zmierzyć z najbardziej szkodliwym przeciwnikiem, który wyrządził trwałe rany na twojej psychice, czyli twoją byłą partnerką. Nie uda ci się przed tym uciec, Arturze i doskonale o tym wiedziałeś.  Odetchnąłeś z ulgą na myśl, że wreszcie pozbędziesz się kołaczących w twojej głowie myśli. Twoje błękitne tęczówki  odnalazły budynek, który przez sezon 2016/17 zasiał szczególne miejsce w twoim sercu, a kąciki ust ponownie musnęły szczyty. Przekręciłeś kluczyki w statyce, gasząc tym samym silnik i po zaczerpnięciu głębokiego oddechu przekroczyłeś próg obiektu. Omiatałeś wnikliwym wzrokiem ozdobione fotografiami drużyn powieszonymi chronologicznie ściany  i starałeś się odszukać w swoim otoczeniu jakiekolwiek zmiany, które zaszły tutaj od momentu twojej ostatniej wizyty. Dostrzegłeś ich jednak znikomą ilość  w postaci kilku nowych wyróżnień. Często przechodząc się tym  korytarzem wspominałeś, kiedy jako dziecko czy nastolatek ściskałeś kciuki za tą ekipę i podziwiałeś z rozwartymi ustami jej grę. Teraz sam zasilałeś ich skład. Zapukałeś knykciami subtelnie w ciemno brązowe drzwi, a kiedy właściciel pomieszczenia kryjącego się za nimi zaprosił cię donośnym "proszę!"przekroczyłeś jego próg. Prezes klubu momentalnie poderwał się z biurowego fotela i podszedł do ciebie, ściskając cię serdecznie. Zaśmiałeś się na tak zaskakujące cię przywitanie i według jego prośby opadłeś na krzesło naprzeciwko jego osoby. 
        - Tutaj masz adres mieszkania oraz kluczyki.-podsunął w twoim kierunku nieskazitelnie biała karteczkę zapisaną błękitnym atramentem oraz plik kluczy.- Mam nadzieję, że to będzie owocna współpraca.-posłał ci szeroki uśmiech.
           - Dziękuję bardzo.- odparłeś, wstając z miejsca.- Rozmawia pan z Mistrzem Świata, więc to chyba retoryczne  stwierdzenie.-zaśmiałeś się, ściskając jego dłoń na pożegnanie. 
Mężczyzna pokręcił z rozbawieniem głową i odprowadził cię do drzwi. Zameldowałeś się na parkingu przed obiektem sportowym i ujrzałeś opierającego się  nonszalancko o karoserię twojego samochodu blondyna. Zachichotałeś  na jego widok i poklepałeś go przyjacielsko po plecach, po czym z głupkowatym uśmiechem rozwarłeś przed nim drzwi od strony pasażera. Kochanowski zaśmiał się na ten gest, a ty popchnąłeś go na siedzenie, chcąc jak najszybciej z jego pomocą wybrać odpowiednie meble oraz produkty do zapełnienia lodówki. Cieszyłeś się, że od momentu jego zagajenia do ciebie na temat dziewczyny wasza relacja nabrała odpowiedniego poziomu i nim zauważyłeś, a środkowy znał całą twoją przeszłość a także odrobinę planów na przyszłość. Wiedział także o Ewelinie i stała się ciebie wspierać w tej ciężkiej sytuacji. Kilkanaście minut później zanosiłeś się głośnym śmiechem, obserwując jak 21-latek rzuca się na łóżko i podpiera głowę na dłoni z miną rasowego pedofila. Tak doskonale cię rozumiał, że uznawałeś to niemal za cud. Po trzech godzinach opuściliście IKEA z masą kartonów, które upchnęliście we wnętrzu twojego samochodu i obraliście kierunek na supermarket. Tak także nie obeszło się bez masy śmiechu i cennych wskazówek blondyna, które tak miały postać drwin z twojej osoby odnośnie nawyków żywieniowych. Twój wyśmienity humor jednak zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przy kolejce do kasy, na którą ty także się zdecydowałeś odnalazłeś szczupłą, drobną sylwetkę, którą byłbyś w stanie poznać wszędzie. Dziewczyna jakby wyczuła na sobie twój uważny wzrok i zwróciła głowę w twoim kierunku. Rozwarłeś wargi, nie dowierzając, że po mimo upływu czasu nadal była tak samo piękna. Jej stalowe tęczówki lustrowały uważnie każdy detal na twojej twarzy. Ty natomiast biegłeś wzrokiem po jej idealnej  figurze skrytej jedynie pod warstwą zapinanego na zatrzaski swetra i długiej, luźnej koszulki oraz ciemnych spodni. Jej ciemne włosy osiągały znacznie większą długość niż podczas waszych ostatnich wspólnych chwil. 
          - Arczi, halo!-wydarł się Kuba, machając dłonią przed twoimi oczami. 
         - To to to...ona.-wydusiłeś z siebie, niemiłosiernie się jąkając. 
         - No powiem ci, że gust masz niczego sobie.-szepnął ci do ucha z nikłym uśmiechem.-Wszystko w porządku?-uniósł pytająco brew, przyglądając się z obawą twojej twarzy.
         - Tak. Tylko...-zakłopotany przeczesywałeś włosy smukłymi palcami, obserwując jak dziewczyna zmierza ku wyjściu z budynku.- Masz tutaj kasę. Zapłać za wszystko.  Ja muszę iść.- tłumaczyłeś mu w popłochu.
Nie oczekiwałeś na jego reakcje. Przeprosiłeś stojących przed wami ludzi i pobiegłeś za szatynką na maksymalnym sprincie. Odetchnąłeś z ulgą, kiedy dostrzegłeś ją przy czarnym BMW ładującą reklamówki z zakupami do bagażnika. Momentalnie podreptałeś w tamtym kierunku i chrząknąłeś głośno, dając znać o swojej obecności.
       -Artur.-rzuciła zdumiona, wpatrując się z niedowierzaniem w twoją twarz.
  Zastygliście w niewiążącym kontakcie wzrokowym. W jej szarych oczach rozlewał się strach, ale przyćmiony był przez połyskujące iskierki . Jej oczy błyszczały niczym diament i doskonale zdawałeś sobie sprawę, że to ty odpowiadałeś za ten stan. Czułeś, że Adamiak nadal cię kochała. Musiałeś się o tym przekonać. Niebezpiecznie zmniejszyłeś dzielący was dystans w zadziwiająco szybkim tempie i ulokowałeś smukłą dłoń na jej bladym policzku. Drasnąłeś niemrawo jej usta. Smakowały porzeczką. Jej ulubioną gumą, której paczkę zawsze dostrzegałeś na kanapie w waszym wspólnym mieszkaniu. Niespodziewanie naparła na twoje wargi, a ty nie byłeś w stanie powstrzymać się przed chęcią odwzajemnienia pieszczoty. Wasze języki zatopiły się w gorącym, namiętnym tańcu. Rozkoszowałeś się aksamitnością jej warg, nie myśląc o konsekwencjach swojej decyzji. Nie byłeś w stanie. Nie kiedy po twoim brzuchu rozlewała się niebywale przyjemna fala ciepła i nie kiedy nie mogłeś odpędzić od siebie wrażenia, że jej usta są stworzone jak element układanki, jak puzzel pasujący do twoich ust. Nie wychwyciłeś stojącego nieopodal was, przy twoim samochodzie zszokowanego blondyna twoim zachowaniem. Byłeś zbyt pochłonięty ją. Eweliną Adamiak. Twoją pierwszą miłością. 

~*~
Kurde. To miało wyglądać inaczej, ale cóż... Po takiej przerwie ciężko wrócić od razu na dobry poziom :( Wybaczcie jakość tego wyżej :/ Następny powinien być lepszy ^^ Mam nadzieję, że wydarzeniami Wam nieco to wynagrodziłam, choć w komentarzach pewnie mnie pozabijacie za to co zrobił Artur z  Eweliną :D Umówmy się, że rozdziały tutaj będą się pojawiać w środy lub weekend ;) Przez zdawkę z matmy nie miałam kiedy usiąść do Artura, a potem ciągle coś było stąd ta długa przerwa ;) Przepraszam za nią, ale już wracam.  Całuję i do zobaczenia za tydzień ! ;*
PS: Zerknijcie też na Maślaka & Olę oraz Tomka & Janka & Aurelię i niebawem Michała, Julkę i Izę ^^

piątek, 3 sierpnia 2018

Piąte wybicie wskazówek

        Przymknąłeś powieki, a twoje uszy otulił nieśmiertelny, niosący się po łódzkiej hali doping "Polska Biało-Czerwoni!". Wzdrygnąłeś się na deszcz przebiegający twoje plecy wraz z ryknięciem  prawie 14 tysięcy ludzkich gardeł. Twoje ciało zalała fala gorąca, kiedy set dobiegał końcowej fazy, a reprezentacja Niemiec posiadała kilku punktową przewagę nad wami. Rozsunąłeś zamek bluzy skąpanej barwami narodowymi i złapałeś się za głowę, dostrzegając jak Michał Kubiak umiejscowił piłkę w siatce, oddając przeciwnikowi 25-ty punkt.  Przeszedłeś na drugą połowę pola gry i rozgrzewałeś się wraz z Kochanowskim, wymieniając spostrzeżenia na temat gry w pierwszym secie. Blondyn kiwnął głową w stronę zmierzającego w twoim kierunku trenera i zaprezentował w całej okazałości swoje śnieżnobiałe uzębienie, klepiąc cię po ramieniu, gdy selekcjoner oświadczył ci, że wchodzisz na parkiet. Twoja twarz od razu się rozpromieniła, a szybko zrzucona bluza wylądowała w koszu z piłkami. Wszedłeś na boisko wraz  z chłopakami i od razu uraczyłeś ich wachlarzem motywujących słów. Muzaj pokręcił z niedowierzaniem głową nad twoim zapałem, a ty jedynie wzruszyłeś ramionami na znak, że nic już nie potrafisz na to poradzić, że taki jesteś.  Skrzywiłeś się, gdy twoje oczy zarejestrowały obraz rozwścieczonego Belga żądającego przerwy tuż po zaledwie dwóch minutach od początku seta.  Nie dziwiłeś mu się.  Jeden do trzech nie brzmiało, ani nie wyglądało najlepiej.  Jednak po wskazówkach udzielonych przez głowę drużyny wcale nie jest lepiej. Muzaj zostaje zablokowany na prawym skrzydle, a prowadzenie Niemców wynosi już 5:2. Po chwili otrzymałeś piłkę na lewy atak i wzbiłeś się w powietrze, przełamując blok przeciwnika. Uśmiechnąłeś się nikle pod nosem na widok piłki wędrującej po opuszkach palców jednego z Niemców i uradowany opadłeś na boisko, ściskając chłopaków w kółku.  Chwilę później Maciek nie uplasował piłki w boisku, oddając jednopunktowe prowadzenie rywalowi. Zirytowany jęknąłeś pod nosem, gdy podopieczni Ganiego ponownie wypracowali przewagę dwupunktową. Zmotywowany wystawiłeś ramiona do przyjęcia w lewym kierunku, odbierając zagrywkę Kampy. Łomacz rozegrał żółto-błękitną Mikasę do Bieńka, ale jego atak został podbity. Chwilę później tą ją otrzymałeś przerzuconą przez plecy przez Zatorskiego i z nadzieją odprowadziłeś wzrokiem jej lot. Zakląłeś siarczyście podirytowany, gdy wpadła ona minimalnie w boisko. Mimo wszystko nie poddawaliście się. Kapitan zwolnił rękę i posłał potężną zagrywkę, której Niemcy nie byli w stanie odebrać. Tliła się w was jeszcze nadzieja na wygranie tej partii, choć wynik 18:22 nie napawał optymizmem. Odebrał ją jednak punktowy atak Reichert. Machnąłeś wściekły zamaszyście ręką przebiegiem tego meczu. Spodziewałeś się czegoś zupełnie innego. Pragnąłeś nieść zespół do szczytu, do poprawy swojej gry, a tym czasem miałeś sobie do zarzucenia kilka błędów. Chciałeś, aby Janczak, która być może znajdowała się w hali patrzyła na ciebie z podziwem i radością. Nie mogłeś jej zawieść, a właśnie tak się teraz czułeś.  Byłeś pewny, że jest tobą rozczarowana. Przed wyjazdem do Łodzi kontaktowaliście się wielokrotnie, ale nie zapytałeś jej, nie zaproponowałeś wspierania cię na żywo. Miała swoje życie, swoje plany, zmartwienia. Nie miałeś zamiaru się jej narzucać. Zacisnąłeś pięści i zdeterminowany jak nigdy wcześniej podczas tego spotkania miałeś wkroczyć na plac gry, ale trener zablokował ci drogę.
         — Arturze, a gdzie ty się wybierasz?—uniósł pytająco brew, mierząc cię wzrokiem. —Zapraszam do kwadratu.—puścił ci oczko.
Objął cię ramieniem i zaprowadził w  wyznaczone miejsce, a zebrani w nim zawodnicy parsknęli głośnym śmiechem. Splotłeś ramiona na klatce piersiowej i ukazałeś im jedynie swój język, na co także się roześmiali.  Klaskałeś energicznie w dłonie, przyglądając się rywalizacji toczonej na korcie gry. Wrzasnąłeś uradowany, potrząsając Śliwką, kiedy Michał zakończył przechodzącą po silnej zagrywce Kwolka, który zjawił się na twoje miejsce.  Z nieco spokojniejszym oddechem oglądałeś dalszy  przebieg seta, gdyż poziom gry w twojej drużynie znacznie się poprawił.  Twoi koledzy zdołali utrzymać kilku punktową przewagę aż do zakończenia partii. Pognałeś do Kochanowskiego, potrząsając go za ramiona rozemocjonowany na co jedynie zachichotał pod nosem, badając dłonią twoje czoło w obawie o  gorączkę, która mogła cię zaatakować. Roześmiałeś się na jego zachowanie i uściskałeś Kwolka, który skończył piłkę setową.  Bartek zmierzył twoje włosy i pognał na drugą połowę boiska. Czwarta partia miała naprawdę dziwny przebieg.  Kręciłeś głową z niedowierzaniem, gdy reprezentacja Polski  utraciła dwa oczka większej zdobyczy niż Niemcy, doprowadzając do walki punkt za punkt. Stałeś z chłopakami w kwadracie i obejmując ich ramionami, przypatrywałeś się temu co toczy się na boisku. Dwa skuteczne ataki Kubiaka i piłka setowa. Piłka o utrzymanie się w tym meczu.  Bronią się podopieczni Ganiego.  Michał ze swobodą obija blok na prawym skrzydle. Bartek Kwolek zablokowany. Załamałeś ręce. Wpatrywałeś się w parkiet z nadzieją. Niestety, Kampa posłał zagrywkę, której nikt nie był w stanie obronić. Piłka przetoczyła się na taśmie i wpadła w plac gry. Wasz plac gry. Spuściłeś głowę, nie chcąc oglądać zawiedzionych twarzy kibiców. Kątem oka zerknąłeś na tablicę wynikową. Nie dowierzałeś. 1:3 z Niemcami. Choć pokonaliście wielką, potężną Francję. Teoretycznie lepszą, mocniejszą od waszych zachodnich sąsiadów z mapy. Zarzuciłeś ręcznik na szyję i po chwili rozciągania opuściłeś Atlas Arenę, lekceważąc kobiecy, wysoki pisk. Nie miałeś ochoty na zdjęcia. Byłeś zajęty obwinianiem samego siebie o tą cholerną porażkę na własnej ziemi. Nagle do twoich uszu dotarł odgłos biegu, a chwilę później odczułeś wskakująca na ciebie dziewczynę oraz jej nogi oplatające twój pas. Zadarłeś głowę ku górze i z niedowierzaniem spoglądałeś na jej twarz błękitnymi tęczówkami. Zamarliście w niewiążącym, niemęczącym kontakcie wzrokowym. Mogłeś śmiało rzec, że stęskniłeś się za jej oliwkowymi tęczówkami. Widziałeś jak kąciki jej ust wzbijają się na wyżyny. To oznaczało tylko jedno. Przez jej głowę przemknęła jakaś szatańska, zwariowana myśl. Zeskoczyła  z ciebie i splotła wasze palce, pociągając cię za sobą. Uniosłeś pytająco brwi, ale nie zadawałeś pytań. Podążałeś tuż za nią. Brakowało ci tej spontaniczności, tej beztroski bijącej od brunetki.  Wciągnęła cię do skromnego, niewielkiego pomieszczenia i momentalnie przylgnęła do twoich ust, zamykając drzwi na klucz umieszczony w zamku. Zdziwiony jej nagłym wybuchem namiętności jęknąłeś przeciągle, ale spragniony wpiłeś się zachłannie w jej aksamitne wargi. Ująłeś w dłonie jej pośladki, ściskając je lekko i przyciągnąłeś ją bliżej siebie. Ponownie dzisiejszego dnia, a właściwie już wieczoru obwinęła nogi wokół twojego podbrzusza i popchnęła cię na pobliską ścianę.
        —Jaga, ty zwariowałaś?! Chcesz to tu zrobić?!—wytrzeszczyłeś oczy, przyglądając się zaskoczony jej twarzy.
      — Przecież to takie dziwne, że mam chcicę na chłopaka, którego nie widziałam ponad miesiąc!—gestykulowała żywiołowo dłońmi, dając upust oburzeniu.
         — Nie o to chodzi, tylko ja mogę zaraz z kadry wylecieć bo powinienem być teraz w szatni, przebierać się i ...—tłumaczyłeś jej, jednak przerwała ci, skradając pocałunek.
          — Ci! To zajmie nam tylko chwilę.—mruknęła zmysłowym głosem, przykładając palec do twoich ust.
Westchnąłeś głośno, gdy  zdarła z ciebie reprezentacyjną koszulkę, badając chłodnymi opuszkami smukłych palców skórę twojego torsu. W szybkim tempie zrzucaliście kolejne warstwy swoich ubrań, wyciskając na spragnionych siebie ustach żarłoczne pocałunki. Zwiedzałeś dłońmi każdy zakamarek jej ciała, kiedy spoczywała na podłodze. W dziwny, pokręcony sposób to otoczenie i ta sytuacja cię ekscytowała. Niebywale cię zaskoczyła tym posunięciem, ale podobało ci się oglądanie jej w takim żywiole. Łaknącej twojej bliskości po mimo wszystko. Nie myślała racjonalnie, ale imponowała ci tym. Postawiła na spontaniczność, na czerpanie z chwili i w pewien sposób to było urocze. Złość i fatalny nastrój po nieudanym meczu odpłynął od ciebie niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy rozwarła przed tobą nogi, a ty zagłębiłeś się w niej, starając się wargami uciszyć jej oznaki zadowolenia wydobywające się z jej krtani w postaci jęków, krzyków czy mruknięć. Wyznaczała paznokciami zaczerwienione szklaki na skórze twoich pleców, wijąc się z każdym twoim ruchem. Poruszałeś się do rytmu Familiar, który Jagoda upatrzyła sobie za przebój tego lata i wysłuchiwała go godzinami, a także włączyła chwilę temu, abyście mięli z nim jak rzekła "miłe wspomnienia". Skryłeś twarz w zagłębieniu jej szyi, urozmaicając jej skórę w kilka sinych śladów, które tym razem jej nawet nie przeszkadzały. Przymknąłeś powieki, wsłuchując się w jej płytki oddech i wzdrygnąłeś się na prąd przeszywający wasze ciała w tym samym czasie. Oparłeś czoło o jej czoło i popatrzyłeś na nią rozanielony, wykrzywiając usta w błogim uśmiechu. Złożyłeś na jej spierzchniętych wargach krótki, czuły pocałunek i opadłeś na zimną wykładzinę, oddychając szybko.
      —6 minut. Idealnie.—mruknęła pod nosem, przechylając głowę w twoją stronę. —Gdybyś miał ochotę kiedyś powtórzyć wiesz gdzie mnie znaleźć.—wdrapała się na twoje uda i nachyliła, łącząc wasze usta w długim, aczkolwiek spokojnym pocałunku.
      — Czasami się zastanawiam czy dobrze uczyniłem, wygrywając ten brązowy medal dla Ciebie i przystając na twoją nagrodę.—zaniosłeś się śmiechem.
      — Czemu?
     — Bo chyba się od tego uzależniłaś.—odparłeś rozbawiony.
    — Arczi, nie widziałam cię kilka tygodni.—zawyła, wydymając dolną wargę  i gładząc dłonią twój policzek.
    — Wiem, wiem, skarbie.—skinąłeś głową.—Też tęskniłem.—szepnąłeś wprost do jej ucha.
Mogłeś się założyć, że jej plecy przebieg dreszcz. Zeskoczyła z ciebie i zaczęła narzucać na siebie porozrzucane po całym schowku woźnego części garderoby. Ty także wsunąłeś na siebie reprezentacyjny strój, parskając śmiechem, gdy stwierdziłeś, że znieważyła go dzisiejszej namiętnej chwili. Po omieceniu wzrokiem przez szczelnie w drzwiach korytarza wydostaliście się z pomieszczenia i wtuleni w siebie udali w stronę szatni, uśmiechając do siebie znacząco.
    —Nie wnikam. —skwitował Kochanowski z szerokim, promiennym uśmiechem , wskazując palcem na twoje ubrane odwrotnie spodenki.
   — Kurwa!—rzuciłeś.—Możesz być pewna, że zaraz będą wiedzieć wszyscy.

~*~
Witam po raz pierwszy w sierpniu! ^^
Po trudniejszych dla Artka chwilach przyszło trochę słońca! ^^ Też mu się nieco od życia należy :D Na razie nie powiedział Jagodzie nic o powrocie byłej partnerki, ale czy w ogóle uważacie, że powinna wiedzieć? ;) Rozdział średni w moim wykonaniu, ale cóż... Kolejny będzie może lepszy, a przynajmniej się postaram by taki był :3 Całuję i do zobaczenia ;*
PS: Dziś widzimy się  także na Masłowskim ^^



wtorek, 24 lipca 2018

Czwarte wybicie wskazówek

      I boję się każdego dnia
Że pęknie nam pod nogami lód
I co po drodze czeka nas
Nie chcę myśleć już.

       Wpatrywałeś się pustym wzrokiem w ciemną ciecz wypełniającą biały kubek. Czułeś na sobie zaniepokojone spojrzenie bruneta, ale żyłeś w swoim świecie. Miałeś gdzieś jego niezadowolenie  spowodowane pochłonięciem  przez ciebie niewielkiej ilości posiłku z talerza. Nie docierały do ciebie strzępki rozmów pozostałych kadrowiczów ani słowa asystenta trenera oznajmiającego wam jak będzie wyglądać dzisiejszy dzień. Od wczorajszego wieczoru nie potrafiłeś się cieszyć swoją obecnością tutaj, gdyż twoją głowę zalewały obawy  związane z  tym co stanie się, kiedy napotkasz na swojej drodze dawną miłość. A czułeś, że było to nieuniknione. Twoje skupienie ulotniło się gdzieś, a rozkojarzenie doprowadzało Śliwkę do szału. Po dłuższej chwili wyrwałeś się z rozmyśleń i zwilżyłeś usta ciepłym jeszcze napojem. Twoje kubki smakowe zalał znajomy posmak kawy z odrobiną mleka kokosowego, na który mimowolnie uśmiechnąłeś się pod nosem. Pamiętałeś jak pewnego marcowego poranka Adamiak dolała ci go do kofeinowego płynu, sprawiając, że zawartość otrzymanego od niej kubka na święta wylądowała w zlewie. Pokręciłeś wtedy z dezaprobatą głową i zaatakowałeś pretensjami. A już następnego ranka popijałeś dokładnie tą samą kawę i mruczałeś zadowolony, rozkoszując się jej smakiem i muskając ustami jej nawilżony policzek, dziękując za wprowadzenie tego dodatku do rutynowego, porannego dopalacza.  Od tamtego momentu zagościła w twoim jadłospisie na stałe. Westchnąłeś głośno na to wspomnienie i poderwałeś się z miejsca. Lekceważyłeś pokrzykiwania Olka za swoją osobą odnośnie śniadania, którego praktycznie nie zjadłeś i przymknąłeś drzwi stołówki. Powędrowałeś w kierunku szatni i korzystając z zapasu czasowego do treningu opadłeś na jedną z ławek w pomieszczeniu.  Twoje myśli otuliła 22 -latka. Oczami wyobraźni powędrowałeś do dawnych czasów i widziałeś jak składałeś na jej policzku subtelny pocałunek, gdy siedziała przy wyspie w twojej kuchni, rozkoszując się pieczywem z białym twarogiem  z kawałkami rzodkiewki i świeżym szczypiorkiem, a ty opuszczałeś mieszkanie, aby udać się na trening. Mogła objadać się tym przysmakiem godzinami, ale i tak nigdy by się jej nie znudził. Gdy powracałeś do waszego wspólnego kącika, gdyż ze swojego mieszkania przeniosła się do twojego lokum, zazwyczaj spoczywała na kanapie w salonie i pochłaniała większą część papierowych stron  w książce. Odchylała głowę do tyłu i uśmiechała się do ciebie rozkosznie, kiedy całowałeś ją czule w usta i zerkałeś przed ramie na okładkę lektury, która wybrała na dzisiejszy dzień. Kochała książki. Na początku jej pokaźny stos ich  powodował u ciebie niezadowolenie, gdyż zajmowały większą część kredensu w salonie, ale później do nich przywykłeś i sam podkradałeś co jakiś czas jedną. Zmęczony opadałeś na sofę i przymykałeś powieki, aby odpocząć, a ona wtedy meldowała się w kuchni i utrudniała ci sen smakowitymi zapachami rozchodzącym się po wnętrzu całego mieszkania. Wspólnie konsumowaliście posiłek w salonie i przeglądaliście kanały telewizyjne, stawiając na samym końcu na Netflix'a i jeden z waszych ulubionych seriali. Ledwo co powstrzymywałeś cisnący ci się na usta śmiech, kiedy zasypiałeś na jej ramieniu w połowie odcinka i słyszałeś jak mruczała niezadowolona pod nosem, marszcząc śmiesznie nos. Wieczorem zasiadałeś wraz z nią na parapecie w salonie i napawałeś się smakiem czerwonego barszczu, który pokochała od pierwszego łyku. Pochłaniała jego masowe ilości i przyznawała się bez bicia, rozbawiona, że to jej największe uzależnienie, a tuż za nim znajdujesz się ty. Chichotałeś wtedy po nosem, po czym uśmiechałeś się lekko i odgarniałeś niesforne kosmyki za jej ucho. Uwielbiałeś wpatrywać się w jej oczy. Szatynka posiadała rzadki odcień stalowych tęczówek. Gdy w nich tonąłeś zdawałeś sobie sprawę, że nie ma niczego piękniejszego i lepszego niż te momenty, gdy podziwiałeś bijąca od nich gorącą miłość. Zawsze były wyznacznikiem jej nastroju.  Zazwyczaj zawsze szczęśliwe, jednak tego dnia coś się zmieniło. Rozpromieniony zdobyciem srebrnego medalu Mistrzostw Polski zameldowałeś się w mieszkaniu podczas później kwietniowej noc i podbiegłeś do spoczywającej obok szyby w salonie Adamiak. Rozwarłeś ramiona, aby ją przytulić, ale wtedy ona popatrzyła na ciebie z niesmakiem i odsunęła się od ciebie, utkwiwszy wzrok w krajobrazie miasta, które powoli zasypiało. Zmarszczyłeś zdezorientowany brwi i złapałeś ją za ramiona, odwracając do siebie przodem. Chciałeś się nachylić i połączyć wasze usta, ale wtedy w jej oczach dostrzegłeś szklące się łzy. Jej stalowe tęczówki przeszywał smutek i ból. 
      —Co się dzieje, Ewel?—zapytałeś łagodnie, unosząc za pomocą dwóch palców jej podbródek.
     —Ja już dłużej tak nie mogę, Artur.—szepnęła słabo. —Więcej czasu poświęcasz siatkówce niż mi. Czuję się nieważna, a przede wszystkim beznadziejna.—chlipnęła. 
        — Ewelina, co ty wygadujesz?—popatrzyłeś na nią z niedowierzaniem, że te słowa przeszły przez jej usta.— Kocham cię i jesteś dla mnie wszystkim, ale dobrze wiesz ile poświęceń kosztuje mnie siatkówka i to, aby grać na najwyższym poziomie.— tłumaczyłeś jej delikatnie.—Dlatego przeprowadziłaś się do mnie, aby więcej czasu spędzać ze mną, razem. Wiesz, że nic nie poradzę na wyjazdowe mecze i ich częstotliwość.—pogładziłeś jej policzek zewnętrzną częścią dłoni. 
Odwróciła się na pięcie i odeszła. Opadła na parapet i rękawami rozciągniętego już swetra otarła słone łzy zdobiące jej blade policzki. Westchnąłeś głośno i podszedłeś do niej, aby złożyć na jej czole delikatny pocałunek. Odskoczyła od ciebie i pociągnęła nosem. Pokręciłeś z dezaprobatą głową, ostatni raz omiatając jej sylwetkę wzrokiem i udałeś się do sypialni. Nawet w stanie rozpaczy była piękna. Taka idealna w tym luźnym swetrze, potarganymi włosami i smutnymi oczami. 
       —Ziemia do Szalpuka! Halo! —dotarł do ciebie krzyk przyjmującego. 
       — Nie drzyj się tak.—popatrzyłeś na niego karcąco. 
       — Tylko mi nie mów, że zawiesiłeś się tak myśląc o niej.—przewrócił oczami.
      — Sam do tego doszedłeś.— wzruszyłeś ramionami. —Z resztą co w tym dziwnego? Była dla mnie ważna. 
     — Chyba nadal jest i to jest niedobre. —na jego twarz wpłynął grymas.—Naprawdę aż tyle dla ciebie znaczy? A co z Jagodą?—spojrzał na ciebie wyczekująco.
      — Głupio pytasz. Chyba nikt inny nie wiedział o tym tak dobrze jak ty. —posłałeś mu mimowolnie nikły uśmiech.—A czy ja powiedziałem, że zamierzam z nią skończyć czy coś?—podparłeś się na  biodrach i wpatrywałeś się w niego.
         —No nie, ale...
         —No właśnie.—puściłeś mu oczko. 
Pozbyłeś się dotychczasowego stroju i narzuciłeś na siebie kadrowy komplet treningowy. Przeczesałeś palcami włosy i zabrałeś się za sznurowanie butów. Poklepałeś po ramieniu przyszłego zawodnika Zaksy i oświadczyłeś, że czas stawić się na hali. Nim się obejrzałeś wykonywałeś kółka wokół boiska, odstawiając myślenie o bełchatowiance na drugi plan.  Wytrwale wykonywałeś polecenia trenera i wywracając oczami powtarzałeś niektóre ćwiczenia, gdy otrzymywałeś negatywne uwagi.  Dwie godziny dłużyły ci się niemiłosiernie, ale w końcu doczekałeś momentu, kiedy chłodny strumień wody spływał po twoim nagim ciele, niosąc za sobą ukojenie na  każdy rozgrzany centymetr twojej skóry. Otarłeś ręcznikiem wilgotne ciało i po kilu minutach znajdowałeś się już na stołówce, aby spożyć obiad.  Tym razem cała zawartość talerza spoczęła w twoich ustach, a następnie żołądku. Popijając schłodzoną, krystaliczną wodę z kubka przysiadłeś na wykoszonej idealnie trawie i utkwiłeś wzrok w pogodnym niebie.  Znowu o niej myślałeś. Gdyby nie jej nagłe doszukiwanie się ilości czasu jaki jej poświęcałeś wszystko teraz mogło by wyglądać inaczej. Swoją drogą nie spodziewałeś się, że będzie zdolna pozostawić cię  z tego powodu pewnego dnia samego w mieszkaniu. 
       —Kurwa, a ja cię tak kochałem.—mruknąłeś pod nosem, rzucając przed siebie kamieniem. 
       — Kobieta? —wypowiedział głos osoby znajdującej się za tobą.
Odwróciłeś głowę i posłałeś słaby uśmiech Kochanowskiemu, który zajął miejsce obok ciebie. Skinąłeś głową i  chwilę później słuchałeś środkowego bawiącego się źdźbłem trawy opowiadającego o niejakiej blondynce Anji. Poczułeś, że po mimo różnicy wieku może być idealnym kandydatem na twojego przyjaciela. 


~*~
Hejka! ^^
Wiem, wiem, trochę sobie poczekałyście, ale już jestem :D Artur nadal rozbity psychicznie i analizujący przeszłość. Czy Olek może mieć rację i blondyn będzie gotowy skończyć z Jagodą, kiedy w pobliżu pojawi się szatynka? Kochanowski wkupił się w łaski Szalupy jak i w realu :D  Całuję i do zobaczenia ;*

poniedziałek, 16 lipca 2018

Trzecie wybicie wskazówek

 Być może jestem bardziej jej 
bez Ciebie,
za to nie ma mnie, 
bo Ty to łóżko w którym śpię,
spokojna noc i dobry dzień.

     Wzniosłeś nikle kąciki ust, kiedy poczułeś drobne dłonie muskające subtelnie skórę twojego torsu oraz ciało przylegające do twoich pleców. Mimo rozkojarzenia jakie wywołało u ciebie pojawienie się brunetki w kuchni dokończyłeś nakładać mleczną piankę do wysokiej szklanki, aby następnie obrócić się do dziewczyny przodem i skraść z jej ust krótki, aczkolwiek czuły pocałunek. Wyciągnąłeś w jej kierunku naczynie z trójwarstwowym napojem i przymknąłeś powieki, otrzymując od niej całusa w policzek. Zasiadła na jednym z krzeseł przy kuchennym stole i zajadała się przygotowanymi przez ciebie goframi z owocami skąpanymi w czekoladzie. Ścierając blat ze śmiechem podziwiałeś jak co rusz zamacza czubek nosa w ciemnej polewie i w końcu opadłeś na wolne miejsce, przyciągając ją na swoje uda. Pokręciłeś z niedowierzaniem głową i sięgnąłeś po serwetkę. Za jej pomocą oczyściłeś kąciki ust Jagody i  pocałowałeś ją w czubek nosa, po czym  starłeś pozostałości ubrudzenia. Zadarła głowę ku górze i spojrzała głęboko w twoje oczy. Jej tęczówki o ciepłej barwie migotały radosnymi ognikami, ale w ich głębi dało się także odnaleźć nutę smutku, jaką zapewne wywołała wieść wyszeptana jej przez ciebie przy koniuszku ucha. Nie chciałeś zostawiać jej samej w Gdańsku, ale nie miałeś innego wyboru. Nie było mowy o tym, abyś mógł ją zabrać na zgrupowanie do Spały. Nim się zorientowałeś wplotła palce w twoje włosy i uśmiechnęła się błogo w twoim kierunku, odsłaniając swoje śnieżnobiałe uzębienie. Sunąłeś dłońmi po jej aksamitnej skórze ud i przywarłeś ustami do jej szyi, obsypując ją pocałunkami. Mruknęła zadowolona, przymykając powieki i odchylając głowę do tyłu. Obrysowałeś wargami jej szczękę, aby w końcu posmakować jej słodkich ust, które tym razem posiadały wyraźne nuty smakowe wypitej przed chwilą Latte. Całowałeś ją powoli, wręcz ślamazarnie, chcąc w pełni rozkoszować się wspólnymi chwilami, które waszej dwójce pozostały. Pieściłeś językiem jej podniebienie, chłonąc na zapas jej bliskości, której w zbliżających się tygodniach będziesz pozbawiony. Wiedziałeś, że to co przeżyjesz w okresie kadry będzie dla ciebie niczym odwyk dla narkomana czy alkoholika. Śmiało mogłeś rzec, że ta drobna istotka była twoim uzależnieniem, porcją szczęścia potrzebną ci do funkcjonowania każdego dnia, której musiałeś zaznać codziennie choćby przez kilka sekund. Syciłeś brązowe tęczówki krajobrazem jej gładkiej, promiennej twarzy czy zgrabnych nóg jakie odsłaniała twoja czarna koszulka, którą narzuciła na siebie po kolejnej wypełnionej uniesieniami nocy, kiedy oderwała się od ciebie i zdecydowała się posprzątać bałagan po przyrządzeniu posiłku. Uderzyła cię otwartą dłonią w pośladek i z wbitymi w płatek dolnej wargi zębami rzuciła :
       — Ubierz się, Arczi.
      — A co przeszkadza ci takie moje oblicze?—wskazałeś dłońmi na swoją sylwetę przyodzianą jedynie w bokserki.— W nocy jakoś na nie  nie narzekałaś.—skwitowałeś z szelmowskim uśmiechem.
Obserwowałeś jak na jej policzki wpłynął obfity rumieniec i jak speszona odwróciła pośpiesznie głowę w stronę zlewu. Zachichotałeś pod nosem i powędrowałeś do pokoju. Narzuciłeś na siebie białą koszulkę oraz szare, luźne dresy i wyłowiłeś z wnętrza szafy spakowaną od dłuższego czasu sportową, czerwoną torbę. Przysiadłeś na miękkim materacu łóżka i pozwoliłeś wpłynąć cieniowi uśmiechu na twoje usta, gdy twoje nozdrza otuliła słodka woń brunetki, która pozostała na twojej pościeli. Westchnąłeś głośno, przypominając sobie jej poczynania podczas wczorajszej nocy i zaścieliłeś starannie posłanie. Uporządkowałeś jeszcze kilka innych rzeczy i oczekiwałeś przy drzwiach na pojawienie się dziewczyny. Chwilę później przypatrywałeś się skupieniu malującym się na jej twarzy, kiedy prowadziła twój samochód. Ścisnąłeś jej dłoń spoczywającą na skrzyni biegów i oparłeś czoło o szybę, podziwiając migoczące za nią widoki. 
       —Prześpij się.—mruknęła ciepłym głosem, widząc jak powstrzymujesz się przed zamknięciem oczu.—Masz prawo być zmęczony po nocy.—zaśmiała się cicho.
       —Warto było ją zarwać dla ciebie, skarbie.—szepnąłeś, muskając ustami chłodne kostki na jej dłoni.
Widziałeś jak wzniosła nieznacznie kąciki ust. Przystałeś na jej prośbę i zamknąłeś oczy, ujmując nadal jej rękę w swojej. Nie byłeś świadomy tego jak co rusz spogląda na twoją spokojną twarz, sprawdzając czy nie atakują cię jakiekolwiek koszmary. Odgarnęła niesforne kosmyki opadające na twoje czoło, gdy staliście na światłach na głównym skrzyżowaniu i pogładziła twój policzek. 
        —Jesteś taki uroczy.—wypowiedziała z subtelnym uśmiechem, ale ty tego nie usłyszałeś.
Przeciągnąłeś się leniwie i rozwarłeś oczy, dostrzegając zarysy znajomego obiektu. Ocknąłeś się w samą porę, gdyż brunetka parkowała właśnie  przed Centralnym Ośrodkiem Sportu. Zgasiła silnik i popatrzyła na ciebie, po czym wybuchła śmiechem na widok twoich roztrzepanych włosów. Wplotła w nie palce i pomogła ci je doprowadzić do porządku. Opuściłeś wnętrze samochodu i splotłeś jej dłoń ze swoją, podążając w kierunku wejścia do ośrodka. Parsknąłeś śmiechem, kiedy brunet tuż po ujrzeniu cie rzucił się na ciebie i zamknął w solidnym uścisku. 
       —Oluś!-wrzasnęła twoja dziewczyna na widok przyjmującego.
Opatuliła twojego przyjaciela ramionami i została ucałowana przez niego w policzki, po czym rozpoczęła z nim pogawędkę. W między czasie ty przywitałeś się z pozostałymi kadrowiczami obecnymi w pomieszczeniu i zmierzyłeś uważnym wzrokiem Fornala pogrążonego w rozmowie z kolegami z juniorskiej reprezentacji.
      —Czy mnie oczy mylą czyż to ten domniemany  nowy przyjmujący Trefla Gdańsk?—parsknąłeś rozbawiony. 
Młody zawodnik popatrzył na ciebie roześmiany. a po chwili salwy śmiechu pozostałych graczy oraz jego samego, w tym także ciebie niosły się po wnętrzu budynku. 

***
Może jestem bardziej jej, 
lecz gdy ze strachu modle się,
to tylko myśl,
że jesteś gdzieś przynosi ulgę.

Wsłuchiwałeś się w opowieści różnych zawodników, a także co jakiś czas dorzucałeś coś od siebie, spoczywając pod skąpanym ciemnością niebem. Mocniej przyciągnąłeś do siebie opierającą się o twoje ramie brunetkę. Spojrzałeś jej głęboko w oczy i skradłeś czuły pocałunek z jej kuszących ust. Moment rozstania zbliżał się nieubłaganie, ale ty czerpałeś z jej obecności całymi garściami, tyle ile tylko mogłeś. Skusiłeś się na jedną z kiełbasek, które były głównym powodem zorganizowania ogniska inauguracyjnego zgrupowanie w Spale i uśmiechałeś się głupio, kiedy Jagoda wyśmiewała się z keczupu, który spoczął na twoich policzkach i czubku nosa. Pokręciła roześmiana głową i starła go papierowym ręcznikiem. Pozostawiła cie na chwilę samego, udając się do partnerek juniorów, którzy zasilali szeregi uczestników skupiska najlepszych zawodników minionego sezonu  i tym samym dała okazję na poznanie się z najmłodszymi adeptami siatkówki. Wplotłeś się w rozmowę dziewięćdziesiątego siódmego rocznika, która dotyczyła droczenia się kto pierwszy przemycił do Spały alkohol i przewróciłeś jedynie oczami, rzucając z cwanym uśmiechem:
     —Żaden z was, gamonie. Gdyż wasze pokolenie tu zawitało później niż moje czy takiego Śliwki. 
     —Sam jesteś, gamoń.—odparł oburzony Masłowski.
     —Chodzi nam wyłącznie o nasz rocznik.—sprecyzował Kozub.
     — Czyli ja cieniasy.—wyszczerzył się Fornal.
    — A już pamiętam!—włączył się do konwersacji kapitan juniorskiego zespołu.—Jebnąłeś sobie wtedy siedmioprocentową Warkę Strong i nie było co z ciebie zbierać. Najpierw jak popierdolony chciałeś po linie z prześcieradła zejść na sam dół, a potem nam przyjebać jak śpiewaliśmy jak Bolek i Lolek, Tytus, Romek i Atomek.—zanosił się śmiechem środkowy.
Rechotałeś z młodszymi od siebie siatkarzami na słowa Kochanowskiego, przywołując na siebie ciekawski wzrok pozostałych uczestników ogniska oraz swojej partnerki. Machnąłeś jedynie dłonią, stwierdzając, że to nic ważnego i powróciłeś do rozmowy z chłopaki, jednak nie na długo, gdyż oznajmiono wam, że czas już udać się do swoich pokoi. Odprowadziłeś brunetkę do samochodu i zamknąłeś szczelnie w swoich ramionach. Otumanił cię zapach jej perfum i dopiero jakby w tym momencie dotarło do ciebie jak ciężki to będzie dla was czas. Dostrzegłeś lśniące się w jej oczach łzy i pogładziłeś kciukiem jej policzek, proszą, aby nie płakała, bo przecież wrócisz.
         —Zobaczymy się na meczach w Polsce, złotko.—szepnąłeś przy płatku jej ucha. 
        —Będę tęsknić, ale nie na darmo, bo wiem, że warto będzie cię później oglądać i słuchać o tym jak skopałeś wszystkim tyłki.—zaniosła się uroczym chichotem.
        —Miejmy nadzieję, że tak będzie.—zawtórowałeś jej.—Kocham cię.—zatopiłeś usta w jej wargach. 
Podczas tego pocałunku starałeś się przelać wszystkie targające tobą uczucia. Miłość, pasję, namiętność jaką ją darzyłeś, czy ból z powodu tego, że będzie ci jej brakować przez te kilkanaście dni. Poczułeś jak po jej policzku spływa pojedyncza łza. Pośpiesznie ją otarłeś i otworzyłeś jej drzwi od strony kierowcy, prosząc o poinformowanie, kiedy dotrze do miejscowości, która sprawiła, że twoje życie ponownie nabrało barw. Skinęła głową i odpaliła silnik, opadając na fotel. Przytrzasnęła drzwi i pomachała ci, kiedy opuszczała parking. Opadłeś na materac łóżka i wbiłeś wzrok w sufit, wzdychając głośno. Czułeś, że już zaczyna ci jej brakować. Nie miałeś jednak sporo czasu na refleksje, gdyż po wnętrzu pokoju dzielonego z rzeszowskim przyjmującym rozniosła się znajoma piosenka. Melodia kojarząca ci się tylko z jedną osobą. Z Eweliną. 
        —Słucham.
       —Artur, nie chcę cię niepokoić, ale uznałam, że powinieneś o tym wiedzieć.—w słuchawce rozbrzmiał zdenerwowany głos twojej rodzicielki.
      — O czym? Co się stało?—poruszyłeś się na łóżku, zmieniając pozycję na siedzącą.
      —Ona wróciła. Jest w Polsce, w Bełchatowie.—oświadczyła ci kobieta.
Telefon wyślizgnął ci się z dłoni, a usta w geście oszołomienia rozwarły się znacznie. Poczułeś jak zalewa cię fala gorąca. Jak twoje poukładane, choć nieco roztrzepane jak ty życie runęło jak lawina, rozpadło się jak domek z kart. Chodziarz  byłeś pewien, że kochasz Jagodę, że wiele dla ciebie znaczy obawiałeś się co jest z tobą w stanie zrobić powrót Adamiak. Poczułeś wirujące jak karuzela wspomnienia, których nigdy nie będziesz  wstanie wymazać z pamięci, a jedynie je uspać, wprowadzić w stan czuwania. Słyszałeś zamglony, docierający do ciebie jakby zza dźwiękochłonnego obszaru głos przyjaciela, ale nie byłeś w stanie mu odpowiedzieć, a jedynie zadrzeć głowę i spojrzeć na jego zaniepokojoną twarz. 

~*~
Hejka! ^^
Było tu zdecydowanie za spokojnie, więc postanowiłam to zmienić :D Otóż właśnie jesteśmy świadkami wprowadzenia do opowiadania dawnej, pierwszej miłości Artura. Jak myślicie będzie  w stanie popsuć to co jest pomiędzy nim a Jagodą? Rozpoczynamy teraz  akcję opowiadania na dobre :D Zapinajcie pasy i szykujcie się na ostrą jazdę! ^^ Całuję i do zobaczenia za tydzień! ;*




niedziela, 8 lipca 2018

Drugie wybicie wskazówek

     Nachyliłeś się nad twarzą brunetki i nieśmiało drasnąłeś jej słodkie usta. Dziewczyna zarzuciła dłonie na twoją szyję i wspięła się na palce, aby pogłębić pocałunek i przejąć inicjatywę, na co tym razem jej pozwoliłeś. Nie pożałowałeś, gdyż rozpływałeś się podczas wzajemnego pochłaniania smaku swoich warg. Oderwałeś się od niej i ponownie splotłeś wasze dłonie, zaciskając mocniej palce na jej kostkach. Wymachiwałeś nimi uradowany, chcąc pokazać wszystkim jak dumny jesteś z posiadania tej pięknej niewiasty stąpającej obok ciebie. Promienie majowego słońca znowu utrudniały ci widoczność, więc strąciłeś przeciwsłoneczne okulary z włosów na nos i szczęśliwy przemierzałeś sopockie molo przy boku 20-latki. Milczeliście, ale to wcale wam nie przeszkadzało. Wręcz sprzyjało. Żadne z was nie chciało popsuć uroku tej chwili. Rozumieliście siebie bez słów i tak też spostrzegali was mijający ludzie. Ukradkowe spojrzenia, beztroskie uśmiechy i krótkie pocałunki składane na policzkach, ustach czy czole doskonale ukazywały, że nie potrzebne tutaj było coś więcej. Chyba nigdy nie będziesz się jej w stanie odwdzięczyć za euforię jaką wprowadziła do twojego życia. Nie raz zastanawiałeś się w jaki sposób będziesz mógł wynagrodzić jej to, że wyciągnęła cię z dołka po Adamiak. Jedyne czym się jej mogłeś odpłacić to darzącym ją uczuciem, bo czasu za wiele jej poświęcić nie mogłeś. Ona jednak przywykła do takiego życia i zaakceptowała cię takim jakim byłeś czy jesteś.
         — Jak to będzie wyglądać, kiedy będziesz w Spale?—jej łagodny głos otulił twoje uszy.
    — Będziemy do siebie dzwonić, pisać, rozmawiać przez Skype.—odparłeś, pocierając jej ramię. — Tylko mi nie mów, że chcesz...?—spojrzałeś na nią ze strachem.
          — No co ty głuptasie.—pokręciła z niedowierzaniem, a na jej usta wbiegł subtelny uśmiech. 
          — Damy radę, skarbie.—musnąłeś ustami czubek jej nosa. 
Skinęła jedynie głową i ponownie się rozchmurzyła. Podążaliście powolnym krokiem w kierunku Ergo Areny. W połowie drogi jednak dziewczyna skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej i oświadczyła, że ma ciekawsze zajęcia niż podziwianie cię na żywo. Zaśmiałeś się pod nosem i przerzuciłeś ją sobie przez ramie, kontynuując spacer. Decybele zawarte w jej pisku raniły twoje uszy, ale starałeś się to lekceważyć. Przechodni natomiast spoglądali na was zaintrygowani, a nieliczna grupka z niesmakiem. Klepnąłeś dość solidnie otwartą dłonią w pośladek dziewczyny, a ta zawyła delikatnie z bólu, a później warknęła na ciebie. Staruszka, którą minąłeś uśmiechnęła się ciepło w twoim kierunku za pewne, przypominając sobie swoje lata młodzieńczej miłości. Roześmiany kręciłeś głową, kiedy Jagoda uderzała pięściami w twoje plecy czy wierzgała, próbując cię przekonać do uwolnienia. Pozostawałeś nieugięty i odstawiłeś ją na podłoże dopiero, gdy znajdowaliście się przed wejściem do obiektu sportowego.
       — Żebyś czasami nie doznał jakiegoś urazu barku czy czegoś podobnego, kochanie.—prychnęła, wystawiając ci język. 
      — Jesteś lekka jak piórko, złotko. —wypowiadasz ze słodkim uśmiechem, pstrykając ją w nos.
Śmiałeś się, gdy uroczo go zmarszczyła i otrzymałeś soczystego całusa w policzek oraz ciche "powodzenia" z jej ust. Rozeszliście się w  swoje strony. Czas pozostały ci do rozpoczęcia możliwe, że ostatniego spotkania sezonu zleciał ci w zawrotnym tempie. Początek pierwszej partii był niezwykle wyrównany, lecz przed samą przerwą techniczną twój zespół objął prowadzenie i utrzymał kilku punktową przewagę do ostatniej fazy seta. Uradowany napiąłeś mięśnie i wrzasnąłeś na całe gardło, gdy piłka posłana przez ciebie z pola serwisowego opadła w plac gry po stronie Olsztynian i tak oto swoją cegiełkę dołożyłeś do wygrania partii początkowej. Kolejna odsłona już nie była taka rewelacyjna w waszym wykonaniu. Olsztyn w pewnym momencie wypracował sobie bezpieczną zdobycz punktową i nie dopuszczał do jej zniwelowania. Dwadzieścia do dwudziestu pięciu widniało na tablicy wynikowej, a ty zirytowany przetarłeś dłońmi twarz, po czym spojrzałeś w kierunku trybun. Brunetka spoczywała na jednym z miejsc pochylona do przodu z głową ułożoną na dłoniach i uważnie obserwowała przygotowujących się do wejścia ponownie na boisko zawodników oraz dogrzewających się rezerwowych. W końcu wyczuła na sobie twój przeszywający wzrok i przeniosła na ciebie spojrzenie szmaragdowych tęczówek. Poderwała się z siedzenia i odwróciła się na pięcie, aby ukazać ci tył swojej koszulki, gdzie widniało twoje nazwisko i wskazać na nie kciukami. Wiedziałeś doskonale co oznacza ten gest. Twój aniołek był z tobą i cię wspierał, a nie jedynie bezczynnie siedział i zachowywał się jakby znajdował się tu za karę. Musiałeś dać z siebie wszystko. Uświadomić ile jej obecność wnosi energii do twojej gry. A po za tym chciałeś otrzymać nagrodę, którą obiecała po pierwszym wygranym pojedynku z Indykpolem.
         —Skubaniutka.—zagaił do ciebie środkowy.— Tyłeczek to ma ładny.—wyszczerzył się głupio.
        —Piter!—zbeształeś go, wybuchając śmiechem. — Kochana.—dodałeś rozczulony jej gestem.
Już na samym starcie seta ukazałeś się jak z najlepszej strony, kończąc piłkę z przechodzącej po solidnej zagrywce Damiana. Chwilę później kolejny as serwisowy wpadł na twoje konto, kiedy żółto-błękitna Mikasa uplasowała się pomiędzy dwójką przyjmujących przeciwnej drużyny. Uśmiechnąłeś się nikle, gdy przy nazwie miejscowej drużyny pojawiła się dwójka w ilości zwycięskich setów.  Wykorzystałeś swój spryt i ograłeś rywala na siatce, wyprowadzając ekipę z Gdańska na dwupunktowe prowadzenie. Po raz kolejny dzisiejszego dnia sprawiłeś kłopoty w przyjęciu Olsztyna, co utrudniło im atak i zapisało osiemnaste oczko na waszym koncie. Wzbijając się w powietrze na lewym skrzydle przy piłce meczowej pomyślałeś o rozkosznym sposobie spędzenia czasu z brunetką i subtelnie uderzyłeś w piłkę, kiwając za potrójny blok Indyków.  Wpatrywałeś się w jej skórzaną powierzchnię jak zaczarowany i kiedy opadła na parkiet gości zwróciłeś się w kierunku kolegów, zaciskając dłonie w pięści i napinając każdy mięsień ciała. Wrzasnąłeś szczęśliwy i podreptałeś do każdego zawodnika z szeregów gdańskich lwów , aby przybić piątkę. Zachichotałeś, kiedy Mikuś wypchnął cię nogą w stronę mężczyzny wręczającego statuetkę najlepszego gracza meczu. Odebrałeś ją, a następnie przekazałeś niepełnosprawnemu mężczyźnie, który pojawiał się na meczach systematycznie. Wszystko toczyło się w tak szybkim tempie, że nie miałeś nawet chwili, aby podziękować Jagodzie za wsparcie. Wypełniony euforią wydzierałeś się na całe gardło po otrzymaniu brązowego medalu i nadstawiałeś do oblewania szampanem, uprzednio upijając jego łyk.  Wraz z chłopakami odśpiewywałeś " We Are  The Champions", kołysząc się ze śmiechem, po czym wreszcie nadszedł upragniony moment. Podbiegłeś do band reklamowych i chwytając brunetkę pod udami, przeniosłeś ją przez nie. Spoglądałeś jej głęboko w oczy, kiedy  gładziła dłonią twój wilgotny a zarazem lepiący się od szampana policzek i zauważyłeś w nich szklące się łzy oraz niesamowity błysk.
       —To jak oddałeś tą statuetkę...Było piękne.—wypowiedziała drżącym głosem.
    — Ja tu zdobyłem medal a ty mi ze statuetką tutaj wyjeżdżasz?! Pfff! Wiesz ty co!—zgrywałeś oburzonego, ale po chwili parsknąłeś śmiechem.
     — Kocham cię, Szalupa.— szepnęła czule.— Dla takich chwil warto znosić te twoje wariactwa.— roześmiała się, a po jej policzkach spłynęły łzy.
Otarłeś je pośpiesznie kciukiem, ale było już za późno, aby zatrzymać tą lawinę emocji. Dziewczyna uwiesiła się na twojej szyi, zagłębiając twarz w twojej meczowej koszulce i plamiąc ją słoną cieczą. Dygotała delikatnie, a ty muskałeś ustami co rusz jej czoło, prosząc o zaprzestanie płaczu. Zdawałeś sobie sprawę z tego, że to tylko wzruszenie, że jest to spowodowane dumą z twojej postawy podczas dzisiejszej walki na parkiecie jak i z całego sezonu, ale nie chciałeś, żeby aż tak się rozklejała. W końcu okleiła się od twojego ubrania i zadarła twarz ku górze. Wtedy ująłeś ją w swe smukłe dłonie i wycisnąłeś na jej jedwabistych utach namiętny, pełen uczucia jakim ją darzysz pocałunek. Pragnąłeś jej nim podziękować za wsparcie i obecność podczas rozgrywek oraz wiarę w twoją osobę. Oparłeś czoło o jej czoło i obserwowałeś jej błogi uśmiech, sam także się szczerząc pod nosem.

***
   Przytrzasnąłeś za sobą drzwi mieszkania mieszczącego się w centrum Gdańska i opuściłeś ostrożnie sylwetkę dziewczyny na oparcie kanapy, nie odrywając się ani na moment od jej uzależniających cię ust. Nadal oplatała cię kurczowo udami w pasie, krzyżując łydki tuż za twoimi plecami. Pochyliłeś się nad nią, owiewając ciepłym oddechem jej kark. Sunąłeś czubkiem nosa po jej szyi, a następnie podwinąłeś jej czerwoną bluzkę z wstawkami czarnej koronki ku górze i pozbawiłeś ją tej partii ubrania. Obsypywałeś  jej nagie obojczyki czułymi pocałunkami, powodując, że odchyliła głowę do tyłu i zacisnęła powieki pod wpływem rozkoszy. Trąciłeś koniuszkiem języka jej wydostające się z pod materiału stanika piersi i uśmiechnąłeś się nikle, gdy jęknęła zadowolona. Zsunąłeś z jej bioder materiał czarnej spódnicy i ująłeś w dłonie jej biodra, ściskając je zmysłowo.  Po raz kolejny zawyła z rozkoszy i zarzuciła ramiona na twoją szyję, kiedy obrałeś kierunek na własną sypialnie. Po drodze zrzuciła z ciebie szarą bluzę z napisem FIRST SEX, SECOND LOVE. przyglądając się tekstowi z uniesioną brwią i rzucając:
      —Ach, tak?
     — Takie tam brednie, kochanie. —machnąłeś dłonią, śmiejąc się pod nosem. 
Wplotła palce w twoje włosy, kiedy układałeś ją delikatnie na materacu łóżka i przyciągnęła cię za nie stanowczo, wpijając się zachłannie  w twoje wargi. Wytrwale walczyła o dominację, ale jak zawsze to ty okazałeś się silniejszy. Drażniłeś językiem jej podniebienie, a ona błądziła dłońmi w twoich włosach, przyprawiając cię o ciche westchnięcia. W końcu jej dłonie wylądowały na pasku od twoich spodni. Na jej usta zawitał cwany uśmieszek, kiedy pomogłeś się jej rozprawić z dolną partią ubrań i zawisłeś nad nią jedynie w samych bokserkach. Wodziłeś opuszkami palców po jej aksamitnej skórze, zwiedzając każdy zakamarek jej płonącego ciała. Poczułeś jak zachłysnęła się powietrzem, kiedy muskałeś palcami wewnętrzną stronę jej ud. Uśmiechnąłeś się zwycięsko i  pozbyłeś się ostatniej dzielącej was od przyjemności bariery. Jej czerwona, koronkowa bielizna wraz z twoimi bokserkami opadła na podłogę, zostając odprowadzona przez czujny wzrok brunetki. Przeniosła go na twoją twarz i popatrzyła ci głęboko  w oczy. Jej piękne, szmaragdowe tęczówki mieniły się niczym światełka na świątecznym drzewku. 
        —Słońce, na pewno...?—wychrypiałeś, będąc na skraju powstrzymania się od przeżycia z nią tego momentu.
       — Tak. — odparła stanowczo, chichocząc pod nosem na twoją obawę malującą się na twarzy. 
Złączyłeś ze sobą wasze spragnione siebie usta i subtelnie sprawiłeś, że staliście się jednością. Z gardła dziewczyny wydobył się rozległy krzyk, a po chwili jęk, kiedy wiła się pod tobą z każdym twoim ruchem. Splotłeś palce waszych dłoni ze sobą i ostrożnie nadawałeś rytm, nie chcąc wyrządzić jej jakiejkolwiek krzywdy.  Rozkosz jaką ci serwowała po mimo jej pierwszego razu była nie do opisania. Wyciskałeś na jej wargach żarłoczne pocałunki, nie chcąc doprowadzić do zażaleń sąsiadów, którzy będą zdolni ustawić się w kolejce do ciebie po porannym wyjściu do sklepu. Nie mogłeś wyjść z podziwu jak ta drobna dziewczyna mogła tak na ciebie działać. Zagłębiłeś twarz w jej ciemnych włosach i oddychałeś płytko, gdy wasze ciała przeszył prąd. Opadłeś na wolny obszar materaca i starałeś się unormować przyśpieszony znacznie oddech. 

~*~
Miało być regularnie, taa... Przepraszam, ale jakoś tak odwlekałam tutaj to pisania i tak wyszło :( Wybaczcie ;) Mam nadzieję, że treścią zrekompensowałam Wam tą dwutygodniową ciszę ^^ Szalpi w składzie kadry na zgrupowanie w Zakopanem <3 Czegoż  innego ja się mogłam spodziewać jak  Arczi prezentuje się świetnie przez całe rozgrywki Ligi Narodów *.* Mam nadzieję, że już na stałe zagości w wyjściowej szóstce :D Całuję i pozdrawiam ;*
PS: Zapraszam także na nową część duetu, która pojawi się za kilka godzin  oraz dobiegającego końca Kamila ^^ Linki w zakładce " Gdzie mnie znajdziecie?" ;) 




sobota, 23 czerwca 2018

Pierwsze wybicie wskazówek

      Przymknąłeś powieki i wciągnąłeś zamaszyście powietrze do płuc, aby po chwili pozwolić mu swobodnie opuścić twoje usta. Rozwarłeś powieki i zlustrowałeś wzrokiem licznie zapełnione trybuny obiektu sportowego mieszczącego się w twoim  rodzinnym mieście. Właśnie dziś przyszło ci się z nim mierzyć o ostatnie trofeum jakie mogłeś zapisać na koncie klubu w tym jakże pełnym zawirowań  sezonie. Pragnąłeś tego brązowego medalu jak niczego innego. Cieszyłeś się, że mogłeś zaprezentować swoje umiejętności na parkiecie. Doskonale zdawałeś sobie sprawę z tego, że gdyby nie wierni pasjonaci tego klubu, sympatycy gdańskich lwów mógłbyś nie otrzymać tej szansy. Byłeś im za to niezmiernie wdzięczny. A pod okiem włoskiego szkoleniowca rozwinąłeś skrzydła, stając się jednym z lepszych graczy tej edycji Plusligi. W pełni zadowalało cię twoje obecne życie, a fakt, że niebawem będziesz musiał stawić się w spalskim ośrodku wprawiał w jeszcze większą euforię. Obawiałeś się tylko rozłąki z tą kruchą, niewinną istotką. Wiedziałeś, że nawet jeśli jej tu nie ma to spoczywa przed telewizorem w swoim, przytulnym, przesiąkniętym słodką wonią jej perfum mieszkaniu i podziwia twoje zmagania w koszulce z twoim nazwiskiem, które w przyszłości zamierza otrzymać i zatrzymać na dłużej.  Mimowolnie kąciki twoich ust wznoszą się na wyżyny, kiedy wyobrażasz sobie brunetkę wlepiającą wzrok w plazmowy ekran z sałatką z kurczaka na kolanach, którą pochłania nałogowo od dwóch tygodni. Niepokoił cię ten rytuał, gdyż niebawem nie będzie się w stanie żywić niczym innym, a ty nie będziesz mógł tego monitorować. Westchnąłeś głośno i spojrzałeś powątpiewającym wzrokiem na Mikę, który sprezentował ci dość bolesne uderzenie piłki w policzek. Wzruszył jedynie ramionami i pognał na drugi koniec kolejki, aby nie otrzymać odwdzięczenia z twojej strony. Zaśmiałeś się pod nosem i także ustawiłeś się  w rzędzie. Chwilę później uderzyłeś nadgarstkiem w żółto-błękitną Mikasę, umieszczając ją w boisku.  Nim wychwyciłeś spotkanie się rozpoczęło, a ty po raz kolejny podczas tego sezonu, który powoli zapisywał ostatnie kartki statystyk, rozpocząłeś w czołowej szóstce.  Westchnąłeś zrezygnowany, zerkając na tablice wynikową. Zdenerwowany niedbale przeczesałeś palcami włosy i przygotowałeś się do kolejnej akcji.  Cztery do zera na otwarciu seta doskonale prognozowało ten mecz. Nie będzie zmiłowania dla przeciwnika. Czysta, solidna walka. Mobilizacja w zespole gospodarza została uwidoczniona już na samym początku zmagań o najmniej warty krążek. Chodziarz czy najmniej? Każdy medal wymagał niesamowitej ilości poświęceń, ciężkiej walki czy milion litrów przelanych na niego potu. Zdenerwowany przemieszczałeś się na boisku , starając się jakoś zmotywować drużynę.  Pierwsza partia od samej inauguracji była pogonią za ekipą z Olsztyna. Zirytowany uderzyłeś stopą w krzesło, gdy pierwsza odsłona meczu zakończyła się na korzyść gospodarzy. 25:16. To nie tak miało wyglądać. Mieliście solidnie wkroczyć w ten pojedynek. Zmobilizowany dawałeś z siebie wszystko na boisku. Rutynowo  spoglądałeś na tablicę wynikową i mimowolnie się uśmiechałeś. Druga partia spotkania prezentowała zupełnie inny obraz waszej drużyny niż kilkanaście minut wcześniej. Wzbiłeś się w powietrze i sprawnie obiłeś dłonie Kochanowskiego, wyprowadzając piłkę na aut. Uradowany podbiegłeś do kolegów i utonąłeś wraz z nimi w uścisku. Poczułeś jak twoje serce zalewa przyjemne ciepło, kiedy na widowni mignęła ci znajoma twarz mężczyzny, a później ciepły uśmiech kobiety. Niezmiernie ucieszył cię widok rodziców ściskających za ciebie kciuki. Byli z tobą w najważniejszym momencie. To niezmiernie miłe.  Niesiony jak na skrzydłach w defensywie podbijałeś wiele piłek. A w końcówce partii poradziłeś sobie ze szczelną olsztyńską ścianą. Niestety, minimalnie jednak polegliście w drugim secie. Wzmocniliście kilka elementów siatkarskiego rzemiosła i wyrównaliście stan spotkania. W tie breaku pewnie kroczyliście po zwycięstwo, po osiągnięcie pierwszego kroku przybliżającego was do zawiśnięcia na waszych szyjach brązowych medali. Wypełniony euforią podskakiwałeś z zawodnikami Trefla Gdańsk w kółku, celebrując radość po uzyskaniu wygranej na tak trudnym terenie. Jeszcze bardziej zadowolony byłeś, gdy spiker ogłosił cię najlepszym zawodnikiem meczu. Już knułeś w głowie jak wykorzystać ten argument na otrzymanie nagrody od Jagody. Wyczerpany zwlokłeś się z parkietu i przeskoczyłeś przez bandy, aby wylądować w matczynych ramionach ściskających cię czule. Musnąłeś policzki kobiety ustami i podarowałeś jej promienny uśmiech. Ojciec poklepał cię solidnie po plecach, gratulując MVP oraz zwycięstwa. Opadłeś na jedno z miejsc na trybunach i toczyłeś konwersację z rodzicami, starając się skorzystać w pełni z namiastki czasu jaki było wam dane spędzić razem.
         — Jesteś szczęśliwy? — rodzicielka zmierzyła cię uważnym wzrokiem.
        — Mając przy boku Jagodę ciężko nie być szczęśliwym. — zachichotałeś. — To cudowna dziewczyna. — mruknąłeś. — A teraz wybaczcie, ale muszę uciekać bo zaraz mi autokar spieprzy i ona osobiście mnie udusi. 

***
        Nacisnąłeś na dzwonek do drzwi i odliczałeś pod nosem sekundy dzielące cię od ujrzenia jej twarzy. Usłyszałeś szczęk zamka i dłonie brunetki spoczęły na twojej szyi, na której zdecydowała się uwiesić. Wzbiła się na czubki palców i przywarła ustami do twoich warg. Zagłębiałeś się we wnętrze jej mieszkania, a twoje nozdrza otuliła woń wanilii. Pociągnąłeś za sobą walizkę, pozostawiając ją w salonie i ułożyłeś dłonie na jej biodrach, napierając na jej wargi. Jedyne o czym marzyłeś przez te dwie cholernie dłużące się godziny w autokarze to poczuć słodki smak jej ust. W końcu oderwaliście się od siebie, a ty wzniosłeś kąciki ust, obdarowując ją rozkosznym uśmiechem. Oparła czoło o twoje czoło i spojrzała ci głęboko w oczy. Jej  szmaragdowe tęczówki zamigotały wesoło oraz zapłonęły dotąd ci nieznanym żarem.  Od blisko ośmiu miesięcy ta niewinna istotka była całym twoim światem. Nie chcąc jej skrzywdzić, ani sprawić jej cierpienia zwlekałeś z nocą, podczas której miałbyś przyjemność poznać każdy skrawek jej ciała spoczywającego pod materiałem ubrań. Czułeś jednak, że nieuchronnie zbliżasz się do momentu, kiedy 20-latka zapragnie zasmakować twojej bliskości z nieco innej perspektywy. Obawiałeś się jednak, że nie jesteś gotowy. Rana po Ewelinie może i została wprawiona w śpiączkę, ale jednak nie całkiem zagojona. Właścicielka mieszkania chwyciła cię za wielkie dłonie i opadła na kanapę. 
       — Artur, jeżeli tylko zdobędziesz medal zrobimy to. — jej melodyjny głos otulił twoje uszy. 
Kochałeś ją właśnie za to. Za możliwość zrozumienia się bez słów.  Miałeś wrażenie, że czasami czyta ci w myślach. Do dziś nie wiedziałeś jak ona to robi, ale niezaprzeczalnie ma ten dar. Posiada dar rozumienia cię jak nikt inny.  Jej niebiański uśmiech przyprawiał cię o szybsze bicie serca, które teraz niemal uderzało o twój mostek. 
       — Lepszej motywacji chyba w życiu nie miałem. — zaśmiałeś się wesoło. 
       — Świetny mecz, kochanie. — musnęła ustami twój policzek. 
Skradłeś przelotny pocałunek z jej warg i skierowałeś się w stronę łazienki. Skinęła jedynie głową i powędrowała do sypialni, aby przygotować dla was łóżko. Gorący strumień wody przyjemnie drażnił twoją skórę, a żel pod prysznic otulał nozdrza. Pośpiesznie otarłeś wilgotne ciało ręcznikiem i zameldowałeś się w pokoju brunetki. Ułożyłeś się na miękkim materacu tuż przy jej boku i wyszeptałeś przeprosiny, iż nie jesteś w stanie wykrzesać z siebie już żadnej energii. Pokręciła z niedowierzaniem głową, tłumacząc, że po takim meczu nawet od ciebie tego nie oczekuje i złożyła czuły pocałunek na twoich ustach, życząc ci dobranoc. Powieliłeś jej zachowanie i obserwowałeś jak przymyka powieki, opuszczając głowę na miękką poduszkę. Twoja dłoń wylądowała na jej płaskim brzuchu, a twarz zatopiłeś w jej gęstych włosach, owiewając jej szyję swoim oddechem. Chwilę nasłuchałeś się jej gadaniny o tym, że ją łaskoczesz w ten sposób, ale po chwili do twoich uszu dotarł jej równomierny oddech. Przywarłeś do jej ciała swoim i odpłynąłeś do krainy Morfeusza. 

~*~
Hejka! ^^
Ktoś się mnie tu spodziewał dzisiaj? Rozdział miał pojawić się wczoraj, gdyż uznałam, że warto czytelniczki nagrodzić za tak wspaniałą postawę Artura w końcówce meczu z Argentyną, ale trochę się męczyłam i jest jednak dzisiaj, ale na osłodę po porażce z Brazylią chyba w sam raz ;3 Tutaj jeszcze sezon ligowy, ale może i niebawem zapodam Wam reprezentacyjny ^^ A teraz mykam nagrodzić się paczką czipsów i ukochanym smakiem piwa za wykrzesanie w końcu tej jedynki :D Całuję i do zobaczenia ;*