niedziela, 8 lipca 2018

Drugie wybicie wskazówek

     Nachyliłeś się nad twarzą brunetki i nieśmiało drasnąłeś jej słodkie usta. Dziewczyna zarzuciła dłonie na twoją szyję i wspięła się na palce, aby pogłębić pocałunek i przejąć inicjatywę, na co tym razem jej pozwoliłeś. Nie pożałowałeś, gdyż rozpływałeś się podczas wzajemnego pochłaniania smaku swoich warg. Oderwałeś się od niej i ponownie splotłeś wasze dłonie, zaciskając mocniej palce na jej kostkach. Wymachiwałeś nimi uradowany, chcąc pokazać wszystkim jak dumny jesteś z posiadania tej pięknej niewiasty stąpającej obok ciebie. Promienie majowego słońca znowu utrudniały ci widoczność, więc strąciłeś przeciwsłoneczne okulary z włosów na nos i szczęśliwy przemierzałeś sopockie molo przy boku 20-latki. Milczeliście, ale to wcale wam nie przeszkadzało. Wręcz sprzyjało. Żadne z was nie chciało popsuć uroku tej chwili. Rozumieliście siebie bez słów i tak też spostrzegali was mijający ludzie. Ukradkowe spojrzenia, beztroskie uśmiechy i krótkie pocałunki składane na policzkach, ustach czy czole doskonale ukazywały, że nie potrzebne tutaj było coś więcej. Chyba nigdy nie będziesz się jej w stanie odwdzięczyć za euforię jaką wprowadziła do twojego życia. Nie raz zastanawiałeś się w jaki sposób będziesz mógł wynagrodzić jej to, że wyciągnęła cię z dołka po Adamiak. Jedyne czym się jej mogłeś odpłacić to darzącym ją uczuciem, bo czasu za wiele jej poświęcić nie mogłeś. Ona jednak przywykła do takiego życia i zaakceptowała cię takim jakim byłeś czy jesteś.
         — Jak to będzie wyglądać, kiedy będziesz w Spale?—jej łagodny głos otulił twoje uszy.
    — Będziemy do siebie dzwonić, pisać, rozmawiać przez Skype.—odparłeś, pocierając jej ramię. — Tylko mi nie mów, że chcesz...?—spojrzałeś na nią ze strachem.
          — No co ty głuptasie.—pokręciła z niedowierzaniem, a na jej usta wbiegł subtelny uśmiech. 
          — Damy radę, skarbie.—musnąłeś ustami czubek jej nosa. 
Skinęła jedynie głową i ponownie się rozchmurzyła. Podążaliście powolnym krokiem w kierunku Ergo Areny. W połowie drogi jednak dziewczyna skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej i oświadczyła, że ma ciekawsze zajęcia niż podziwianie cię na żywo. Zaśmiałeś się pod nosem i przerzuciłeś ją sobie przez ramie, kontynuując spacer. Decybele zawarte w jej pisku raniły twoje uszy, ale starałeś się to lekceważyć. Przechodni natomiast spoglądali na was zaintrygowani, a nieliczna grupka z niesmakiem. Klepnąłeś dość solidnie otwartą dłonią w pośladek dziewczyny, a ta zawyła delikatnie z bólu, a później warknęła na ciebie. Staruszka, którą minąłeś uśmiechnęła się ciepło w twoim kierunku za pewne, przypominając sobie swoje lata młodzieńczej miłości. Roześmiany kręciłeś głową, kiedy Jagoda uderzała pięściami w twoje plecy czy wierzgała, próbując cię przekonać do uwolnienia. Pozostawałeś nieugięty i odstawiłeś ją na podłoże dopiero, gdy znajdowaliście się przed wejściem do obiektu sportowego.
       — Żebyś czasami nie doznał jakiegoś urazu barku czy czegoś podobnego, kochanie.—prychnęła, wystawiając ci język. 
      — Jesteś lekka jak piórko, złotko. —wypowiadasz ze słodkim uśmiechem, pstrykając ją w nos.
Śmiałeś się, gdy uroczo go zmarszczyła i otrzymałeś soczystego całusa w policzek oraz ciche "powodzenia" z jej ust. Rozeszliście się w  swoje strony. Czas pozostały ci do rozpoczęcia możliwe, że ostatniego spotkania sezonu zleciał ci w zawrotnym tempie. Początek pierwszej partii był niezwykle wyrównany, lecz przed samą przerwą techniczną twój zespół objął prowadzenie i utrzymał kilku punktową przewagę do ostatniej fazy seta. Uradowany napiąłeś mięśnie i wrzasnąłeś na całe gardło, gdy piłka posłana przez ciebie z pola serwisowego opadła w plac gry po stronie Olsztynian i tak oto swoją cegiełkę dołożyłeś do wygrania partii początkowej. Kolejna odsłona już nie była taka rewelacyjna w waszym wykonaniu. Olsztyn w pewnym momencie wypracował sobie bezpieczną zdobycz punktową i nie dopuszczał do jej zniwelowania. Dwadzieścia do dwudziestu pięciu widniało na tablicy wynikowej, a ty zirytowany przetarłeś dłońmi twarz, po czym spojrzałeś w kierunku trybun. Brunetka spoczywała na jednym z miejsc pochylona do przodu z głową ułożoną na dłoniach i uważnie obserwowała przygotowujących się do wejścia ponownie na boisko zawodników oraz dogrzewających się rezerwowych. W końcu wyczuła na sobie twój przeszywający wzrok i przeniosła na ciebie spojrzenie szmaragdowych tęczówek. Poderwała się z siedzenia i odwróciła się na pięcie, aby ukazać ci tył swojej koszulki, gdzie widniało twoje nazwisko i wskazać na nie kciukami. Wiedziałeś doskonale co oznacza ten gest. Twój aniołek był z tobą i cię wspierał, a nie jedynie bezczynnie siedział i zachowywał się jakby znajdował się tu za karę. Musiałeś dać z siebie wszystko. Uświadomić ile jej obecność wnosi energii do twojej gry. A po za tym chciałeś otrzymać nagrodę, którą obiecała po pierwszym wygranym pojedynku z Indykpolem.
         —Skubaniutka.—zagaił do ciebie środkowy.— Tyłeczek to ma ładny.—wyszczerzył się głupio.
        —Piter!—zbeształeś go, wybuchając śmiechem. — Kochana.—dodałeś rozczulony jej gestem.
Już na samym starcie seta ukazałeś się jak z najlepszej strony, kończąc piłkę z przechodzącej po solidnej zagrywce Damiana. Chwilę później kolejny as serwisowy wpadł na twoje konto, kiedy żółto-błękitna Mikasa uplasowała się pomiędzy dwójką przyjmujących przeciwnej drużyny. Uśmiechnąłeś się nikle, gdy przy nazwie miejscowej drużyny pojawiła się dwójka w ilości zwycięskich setów.  Wykorzystałeś swój spryt i ograłeś rywala na siatce, wyprowadzając ekipę z Gdańska na dwupunktowe prowadzenie. Po raz kolejny dzisiejszego dnia sprawiłeś kłopoty w przyjęciu Olsztyna, co utrudniło im atak i zapisało osiemnaste oczko na waszym koncie. Wzbijając się w powietrze na lewym skrzydle przy piłce meczowej pomyślałeś o rozkosznym sposobie spędzenia czasu z brunetką i subtelnie uderzyłeś w piłkę, kiwając za potrójny blok Indyków.  Wpatrywałeś się w jej skórzaną powierzchnię jak zaczarowany i kiedy opadła na parkiet gości zwróciłeś się w kierunku kolegów, zaciskając dłonie w pięści i napinając każdy mięsień ciała. Wrzasnąłeś szczęśliwy i podreptałeś do każdego zawodnika z szeregów gdańskich lwów , aby przybić piątkę. Zachichotałeś, kiedy Mikuś wypchnął cię nogą w stronę mężczyzny wręczającego statuetkę najlepszego gracza meczu. Odebrałeś ją, a następnie przekazałeś niepełnosprawnemu mężczyźnie, który pojawiał się na meczach systematycznie. Wszystko toczyło się w tak szybkim tempie, że nie miałeś nawet chwili, aby podziękować Jagodzie za wsparcie. Wypełniony euforią wydzierałeś się na całe gardło po otrzymaniu brązowego medalu i nadstawiałeś do oblewania szampanem, uprzednio upijając jego łyk.  Wraz z chłopakami odśpiewywałeś " We Are  The Champions", kołysząc się ze śmiechem, po czym wreszcie nadszedł upragniony moment. Podbiegłeś do band reklamowych i chwytając brunetkę pod udami, przeniosłeś ją przez nie. Spoglądałeś jej głęboko w oczy, kiedy  gładziła dłonią twój wilgotny a zarazem lepiący się od szampana policzek i zauważyłeś w nich szklące się łzy oraz niesamowity błysk.
       —To jak oddałeś tą statuetkę...Było piękne.—wypowiedziała drżącym głosem.
    — Ja tu zdobyłem medal a ty mi ze statuetką tutaj wyjeżdżasz?! Pfff! Wiesz ty co!—zgrywałeś oburzonego, ale po chwili parsknąłeś śmiechem.
     — Kocham cię, Szalupa.— szepnęła czule.— Dla takich chwil warto znosić te twoje wariactwa.— roześmiała się, a po jej policzkach spłynęły łzy.
Otarłeś je pośpiesznie kciukiem, ale było już za późno, aby zatrzymać tą lawinę emocji. Dziewczyna uwiesiła się na twojej szyi, zagłębiając twarz w twojej meczowej koszulce i plamiąc ją słoną cieczą. Dygotała delikatnie, a ty muskałeś ustami co rusz jej czoło, prosząc o zaprzestanie płaczu. Zdawałeś sobie sprawę z tego, że to tylko wzruszenie, że jest to spowodowane dumą z twojej postawy podczas dzisiejszej walki na parkiecie jak i z całego sezonu, ale nie chciałeś, żeby aż tak się rozklejała. W końcu okleiła się od twojego ubrania i zadarła twarz ku górze. Wtedy ująłeś ją w swe smukłe dłonie i wycisnąłeś na jej jedwabistych utach namiętny, pełen uczucia jakim ją darzysz pocałunek. Pragnąłeś jej nim podziękować za wsparcie i obecność podczas rozgrywek oraz wiarę w twoją osobę. Oparłeś czoło o jej czoło i obserwowałeś jej błogi uśmiech, sam także się szczerząc pod nosem.

***
   Przytrzasnąłeś za sobą drzwi mieszkania mieszczącego się w centrum Gdańska i opuściłeś ostrożnie sylwetkę dziewczyny na oparcie kanapy, nie odrywając się ani na moment od jej uzależniających cię ust. Nadal oplatała cię kurczowo udami w pasie, krzyżując łydki tuż za twoimi plecami. Pochyliłeś się nad nią, owiewając ciepłym oddechem jej kark. Sunąłeś czubkiem nosa po jej szyi, a następnie podwinąłeś jej czerwoną bluzkę z wstawkami czarnej koronki ku górze i pozbawiłeś ją tej partii ubrania. Obsypywałeś  jej nagie obojczyki czułymi pocałunkami, powodując, że odchyliła głowę do tyłu i zacisnęła powieki pod wpływem rozkoszy. Trąciłeś koniuszkiem języka jej wydostające się z pod materiału stanika piersi i uśmiechnąłeś się nikle, gdy jęknęła zadowolona. Zsunąłeś z jej bioder materiał czarnej spódnicy i ująłeś w dłonie jej biodra, ściskając je zmysłowo.  Po raz kolejny zawyła z rozkoszy i zarzuciła ramiona na twoją szyję, kiedy obrałeś kierunek na własną sypialnie. Po drodze zrzuciła z ciebie szarą bluzę z napisem FIRST SEX, SECOND LOVE. przyglądając się tekstowi z uniesioną brwią i rzucając:
      —Ach, tak?
     — Takie tam brednie, kochanie. —machnąłeś dłonią, śmiejąc się pod nosem. 
Wplotła palce w twoje włosy, kiedy układałeś ją delikatnie na materacu łóżka i przyciągnęła cię za nie stanowczo, wpijając się zachłannie  w twoje wargi. Wytrwale walczyła o dominację, ale jak zawsze to ty okazałeś się silniejszy. Drażniłeś językiem jej podniebienie, a ona błądziła dłońmi w twoich włosach, przyprawiając cię o ciche westchnięcia. W końcu jej dłonie wylądowały na pasku od twoich spodni. Na jej usta zawitał cwany uśmieszek, kiedy pomogłeś się jej rozprawić z dolną partią ubrań i zawisłeś nad nią jedynie w samych bokserkach. Wodziłeś opuszkami palców po jej aksamitnej skórze, zwiedzając każdy zakamarek jej płonącego ciała. Poczułeś jak zachłysnęła się powietrzem, kiedy muskałeś palcami wewnętrzną stronę jej ud. Uśmiechnąłeś się zwycięsko i  pozbyłeś się ostatniej dzielącej was od przyjemności bariery. Jej czerwona, koronkowa bielizna wraz z twoimi bokserkami opadła na podłogę, zostając odprowadzona przez czujny wzrok brunetki. Przeniosła go na twoją twarz i popatrzyła ci głęboko  w oczy. Jej piękne, szmaragdowe tęczówki mieniły się niczym światełka na świątecznym drzewku. 
        —Słońce, na pewno...?—wychrypiałeś, będąc na skraju powstrzymania się od przeżycia z nią tego momentu.
       — Tak. — odparła stanowczo, chichocząc pod nosem na twoją obawę malującą się na twarzy. 
Złączyłeś ze sobą wasze spragnione siebie usta i subtelnie sprawiłeś, że staliście się jednością. Z gardła dziewczyny wydobył się rozległy krzyk, a po chwili jęk, kiedy wiła się pod tobą z każdym twoim ruchem. Splotłeś palce waszych dłoni ze sobą i ostrożnie nadawałeś rytm, nie chcąc wyrządzić jej jakiejkolwiek krzywdy.  Rozkosz jaką ci serwowała po mimo jej pierwszego razu była nie do opisania. Wyciskałeś na jej wargach żarłoczne pocałunki, nie chcąc doprowadzić do zażaleń sąsiadów, którzy będą zdolni ustawić się w kolejce do ciebie po porannym wyjściu do sklepu. Nie mogłeś wyjść z podziwu jak ta drobna dziewczyna mogła tak na ciebie działać. Zagłębiłeś twarz w jej ciemnych włosach i oddychałeś płytko, gdy wasze ciała przeszył prąd. Opadłeś na wolny obszar materaca i starałeś się unormować przyśpieszony znacznie oddech. 

~*~
Miało być regularnie, taa... Przepraszam, ale jakoś tak odwlekałam tutaj to pisania i tak wyszło :( Wybaczcie ;) Mam nadzieję, że treścią zrekompensowałam Wam tą dwutygodniową ciszę ^^ Szalpi w składzie kadry na zgrupowanie w Zakopanem <3 Czegoż  innego ja się mogłam spodziewać jak  Arczi prezentuje się świetnie przez całe rozgrywki Ligi Narodów *.* Mam nadzieję, że już na stałe zagości w wyjściowej szóstce :D Całuję i pozdrawiam ;*
PS: Zapraszam także na nową część duetu, która pojawi się za kilka godzin  oraz dobiegającego końca Kamila ^^ Linki w zakładce " Gdzie mnie znajdziecie?" ;) 




sobota, 23 czerwca 2018

Pierwsze wybicie wskazówek

      Przymknąłeś powieki i wciągnąłeś zamaszyście powietrze do płuc, aby po chwili pozwolić mu swobodnie opuścić twoje usta. Rozwarłeś powieki i zlustrowałeś wzrokiem licznie zapełnione trybuny obiektu sportowego mieszczącego się w twoim  rodzinnym mieście. Właśnie dziś przyszło ci się z nim mierzyć o ostatnie trofeum jakie mogłeś zapisać na koncie klubu w tym jakże pełnym zawirowań  sezonie. Pragnąłeś tego brązowego medalu jak niczego innego. Cieszyłeś się, że mogłeś zaprezentować swoje umiejętności na parkiecie. Doskonale zdawałeś sobie sprawę z tego, że gdyby nie wierni pasjonaci tego klubu, sympatycy gdańskich lwów mógłbyś nie otrzymać tej szansy. Byłeś im za to niezmiernie wdzięczny. A pod okiem włoskiego szkoleniowca rozwinąłeś skrzydła, stając się jednym z lepszych graczy tej edycji Plusligi. W pełni zadowalało cię twoje obecne życie, a fakt, że niebawem będziesz musiał stawić się w spalskim ośrodku wprawiał w jeszcze większą euforię. Obawiałeś się tylko rozłąki z tą kruchą, niewinną istotką. Wiedziałeś, że nawet jeśli jej tu nie ma to spoczywa przed telewizorem w swoim, przytulnym, przesiąkniętym słodką wonią jej perfum mieszkaniu i podziwia twoje zmagania w koszulce z twoim nazwiskiem, które w przyszłości zamierza otrzymać i zatrzymać na dłużej.  Mimowolnie kąciki twoich ust wznoszą się na wyżyny, kiedy wyobrażasz sobie brunetkę wlepiającą wzrok w plazmowy ekran z sałatką z kurczaka na kolanach, którą pochłania nałogowo od dwóch tygodni. Niepokoił cię ten rytuał, gdyż niebawem nie będzie się w stanie żywić niczym innym, a ty nie będziesz mógł tego monitorować. Westchnąłeś głośno i spojrzałeś powątpiewającym wzrokiem na Mikę, który sprezentował ci dość bolesne uderzenie piłki w policzek. Wzruszył jedynie ramionami i pognał na drugi koniec kolejki, aby nie otrzymać odwdzięczenia z twojej strony. Zaśmiałeś się pod nosem i także ustawiłeś się  w rzędzie. Chwilę później uderzyłeś nadgarstkiem w żółto-błękitną Mikasę, umieszczając ją w boisku.  Nim wychwyciłeś spotkanie się rozpoczęło, a ty po raz kolejny podczas tego sezonu, który powoli zapisywał ostatnie kartki statystyk, rozpocząłeś w czołowej szóstce.  Westchnąłeś zrezygnowany, zerkając na tablice wynikową. Zdenerwowany niedbale przeczesałeś palcami włosy i przygotowałeś się do kolejnej akcji.  Cztery do zera na otwarciu seta doskonale prognozowało ten mecz. Nie będzie zmiłowania dla przeciwnika. Czysta, solidna walka. Mobilizacja w zespole gospodarza została uwidoczniona już na samym początku zmagań o najmniej warty krążek. Chodziarz czy najmniej? Każdy medal wymagał niesamowitej ilości poświęceń, ciężkiej walki czy milion litrów przelanych na niego potu. Zdenerwowany przemieszczałeś się na boisku , starając się jakoś zmotywować drużynę.  Pierwsza partia od samej inauguracji była pogonią za ekipą z Olsztyna. Zirytowany uderzyłeś stopą w krzesło, gdy pierwsza odsłona meczu zakończyła się na korzyść gospodarzy. 25:16. To nie tak miało wyglądać. Mieliście solidnie wkroczyć w ten pojedynek. Zmobilizowany dawałeś z siebie wszystko na boisku. Rutynowo  spoglądałeś na tablicę wynikową i mimowolnie się uśmiechałeś. Druga partia spotkania prezentowała zupełnie inny obraz waszej drużyny niż kilkanaście minut wcześniej. Wzbiłeś się w powietrze i sprawnie obiłeś dłonie Kochanowskiego, wyprowadzając piłkę na aut. Uradowany podbiegłeś do kolegów i utonąłeś wraz z nimi w uścisku. Poczułeś jak twoje serce zalewa przyjemne ciepło, kiedy na widowni mignęła ci znajoma twarz mężczyzny, a później ciepły uśmiech kobiety. Niezmiernie ucieszył cię widok rodziców ściskających za ciebie kciuki. Byli z tobą w najważniejszym momencie. To niezmiernie miłe.  Niesiony jak na skrzydłach w defensywie podbijałeś wiele piłek. A w końcówce partii poradziłeś sobie ze szczelną olsztyńską ścianą. Niestety, minimalnie jednak polegliście w drugim secie. Wzmocniliście kilka elementów siatkarskiego rzemiosła i wyrównaliście stan spotkania. W tie breaku pewnie kroczyliście po zwycięstwo, po osiągnięcie pierwszego kroku przybliżającego was do zawiśnięcia na waszych szyjach brązowych medali. Wypełniony euforią podskakiwałeś z zawodnikami Trefla Gdańsk w kółku, celebrując radość po uzyskaniu wygranej na tak trudnym terenie. Jeszcze bardziej zadowolony byłeś, gdy spiker ogłosił cię najlepszym zawodnikiem meczu. Już knułeś w głowie jak wykorzystać ten argument na otrzymanie nagrody od Jagody. Wyczerpany zwlokłeś się z parkietu i przeskoczyłeś przez bandy, aby wylądować w matczynych ramionach ściskających cię czule. Musnąłeś policzki kobiety ustami i podarowałeś jej promienny uśmiech. Ojciec poklepał cię solidnie po plecach, gratulując MVP oraz zwycięstwa. Opadłeś na jedno z miejsc na trybunach i toczyłeś konwersację z rodzicami, starając się skorzystać w pełni z namiastki czasu jaki było wam dane spędzić razem.
         — Jesteś szczęśliwy? — rodzicielka zmierzyła cię uważnym wzrokiem.
        — Mając przy boku Jagodę ciężko nie być szczęśliwym. — zachichotałeś. — To cudowna dziewczyna. — mruknąłeś. — A teraz wybaczcie, ale muszę uciekać bo zaraz mi autokar spieprzy i ona osobiście mnie udusi. 

***
        Nacisnąłeś na dzwonek do drzwi i odliczałeś pod nosem sekundy dzielące cię od ujrzenia jej twarzy. Usłyszałeś szczęk zamka i dłonie brunetki spoczęły na twojej szyi, na której zdecydowała się uwiesić. Wzbiła się na czubki palców i przywarła ustami do twoich warg. Zagłębiałeś się we wnętrze jej mieszkania, a twoje nozdrza otuliła woń wanilii. Pociągnąłeś za sobą walizkę, pozostawiając ją w salonie i ułożyłeś dłonie na jej biodrach, napierając na jej wargi. Jedyne o czym marzyłeś przez te dwie cholernie dłużące się godziny w autokarze to poczuć słodki smak jej ust. W końcu oderwaliście się od siebie, a ty wzniosłeś kąciki ust, obdarowując ją rozkosznym uśmiechem. Oparła czoło o twoje czoło i spojrzała ci głęboko w oczy. Jej  szmaragdowe tęczówki zamigotały wesoło oraz zapłonęły dotąd ci nieznanym żarem.  Od blisko ośmiu miesięcy ta niewinna istotka była całym twoim światem. Nie chcąc jej skrzywdzić, ani sprawić jej cierpienia zwlekałeś z nocą, podczas której miałbyś przyjemność poznać każdy skrawek jej ciała spoczywającego pod materiałem ubrań. Czułeś jednak, że nieuchronnie zbliżasz się do momentu, kiedy 20-latka zapragnie zasmakować twojej bliskości z nieco innej perspektywy. Obawiałeś się jednak, że nie jesteś gotowy. Rana po Ewelinie może i została wprawiona w śpiączkę, ale jednak nie całkiem zagojona. Właścicielka mieszkania chwyciła cię za wielkie dłonie i opadła na kanapę. 
       — Artur, jeżeli tylko zdobędziesz medal zrobimy to. — jej melodyjny głos otulił twoje uszy. 
Kochałeś ją właśnie za to. Za możliwość zrozumienia się bez słów.  Miałeś wrażenie, że czasami czyta ci w myślach. Do dziś nie wiedziałeś jak ona to robi, ale niezaprzeczalnie ma ten dar. Posiada dar rozumienia cię jak nikt inny.  Jej niebiański uśmiech przyprawiał cię o szybsze bicie serca, które teraz niemal uderzało o twój mostek. 
       — Lepszej motywacji chyba w życiu nie miałem. — zaśmiałeś się wesoło. 
       — Świetny mecz, kochanie. — musnęła ustami twój policzek. 
Skradłeś przelotny pocałunek z jej warg i skierowałeś się w stronę łazienki. Skinęła jedynie głową i powędrowała do sypialni, aby przygotować dla was łóżko. Gorący strumień wody przyjemnie drażnił twoją skórę, a żel pod prysznic otulał nozdrza. Pośpiesznie otarłeś wilgotne ciało ręcznikiem i zameldowałeś się w pokoju brunetki. Ułożyłeś się na miękkim materacu tuż przy jej boku i wyszeptałeś przeprosiny, iż nie jesteś w stanie wykrzesać z siebie już żadnej energii. Pokręciła z niedowierzaniem głową, tłumacząc, że po takim meczu nawet od ciebie tego nie oczekuje i złożyła czuły pocałunek na twoich ustach, życząc ci dobranoc. Powieliłeś jej zachowanie i obserwowałeś jak przymyka powieki, opuszczając głowę na miękką poduszkę. Twoja dłoń wylądowała na jej płaskim brzuchu, a twarz zatopiłeś w jej gęstych włosach, owiewając jej szyję swoim oddechem. Chwilę nasłuchałeś się jej gadaniny o tym, że ją łaskoczesz w ten sposób, ale po chwili do twoich uszu dotarł jej równomierny oddech. Przywarłeś do jej ciała swoim i odpłynąłeś do krainy Morfeusza. 

~*~
Hejka! ^^
Ktoś się mnie tu spodziewał dzisiaj? Rozdział miał pojawić się wczoraj, gdyż uznałam, że warto czytelniczki nagrodzić za tak wspaniałą postawę Artura w końcówce meczu z Argentyną, ale trochę się męczyłam i jest jednak dzisiaj, ale na osłodę po porażce z Brazylią chyba w sam raz ;3 Tutaj jeszcze sezon ligowy, ale może i niebawem zapodam Wam reprezentacyjny ^^ A teraz mykam nagrodzić się paczką czipsów i ukochanym smakiem piwa za wykrzesanie w końcu tej jedynki :D Całuję i do zobaczenia ;*




niedziela, 6 maja 2018

Prolog

Zawieszając spojrzenie błękitnych tęczówek na wskazówkach powieszonego na ścianie znajdującej się  na wprost ciebie zegara o trzech barwach, które królowały w twoim życiu od dobrych kilku lat, czyli białej, żółtej i błękitnej  i widniejącym na nim motywie piłki siatkowej jęknąłeś głośno, gdyż nastała pora rozpoczęcia przygotowań do porannego treningu. Nie zamierzałeś opuszczać miękkiego materaca oraz otulającego cię milutkiego materiału kołdry. Mimo wszystko jednak po kilku minutach zwlokłeś się z łóżka i sięgnąłeś po telefon spoczywający na niewielkiej, wykonanej z ciemnego drewna szafce nocnej.  Nacisnąłeś przycisk blokady ekranu i przejechałeś opuszkiem palca po wyświetlaczu, aby odczytać otrzymaną kilkanaście minut temu wiadomość. Pozwoliłeś wstąpić na twoją twarz łagodnemu uśmiechowi, kiedy omiotłeś zaspanym wzrokiem treść SMS'a. Pokręciłeś z niedowierzaniem głową, snując refleksje na temat tego jakim cudem brunetka zgodziła się na związek z kimś takim jak ty. Była perfekcjonistką w każdym calu. Niesamowicie zorganizowana jak na swój wiek. Cóż, a ty totalnie roztrzepanym 23-latkiem, który swoje życie podporządkował dyscyplinie, która urzekła go w dzieciństwie. Wsłuchując się w rozbrzmiewającą po wnętrzu mieszkania piosenkę pognałeś do najbardziej lubianego przez ciebie pomieszczenia i przetrzepywałeś kuchenne szafki w poszukiwaniu ulubionego kubka. Gdy go odnalazłeś wsypałeś do niego czarny proszek, którego aromat uwielbiałeś od najmłodszych lat, gdy rodzice pochłaniali go nałogowo w sporych ilościach  i wypełniłeś jego wnętrze wrzącą wodą, mrucząc pod nosem z zadowoleniem, gdy napawałeś się jego intensywną wonią. W tle nadal rozbrzmiewał utwór zespołu One Direction, za którym szalała twoja połówka. Nie mogłeś powiedzieć tego samego o sobie, aczkolwiek ta piosenka miała dla ciebie szczególne znacznie. Właśnie przy jej akompaniamencie twoje usta nieśmiało drasnęły wargi twojej pierwszej miłości, która ulotniła się z twojego życia dobre kilka lat temu. Westchnąłeś głośno na to wspomnienie i mimowolnie zerknąłeś kątem oka na fotografię zdobiącą twój blat w salonie. Czy za nią tęskniłeś? W pewnym sensie na pewno tak, ale przyzwyczaiłeś się już do jej nieobecności.  Mimo wszystko to jej zawdzięczałeś przyjemność zasmakowania stanu jakim jest miłość. To dzięki niej poczułeś pełnie tego uczucia na własnej skórze. Kochałeś ją do utraty tchu, do wschodu i zachodu słońca, do...Jednak pewnego dnia rozpłynęła się w powietrzu, a ty musiałeś się nauczyć żyć bez niej. Przywykłeś po jakimś czasie do pustki jaką pozostawiła w twoim bełchatowskim mieszkaniu, ale zawartość wspomnień znajdująca się w nim była zbyt duża, zaczęła cię przytłaczać. Takim oto sposobem znalazłeś się w Gdańsku, gdzie przypadkiem nawinąłeś się na brunetkę mierzącą metr sześćdziesiąt i choć była tylko twoją fanką w pewnym stopniu cię intrygowała. Odnalazłeś w niej zaufanie, wsparcie i ciepło, których przez ten ostatni czas brak ci doskwierał. Kołysałeś delikatnie biodrami do rytmu piosenki i nuciłeś pod nosem przyswojony co do słowa tekst, krojąc plasterki pomidora na kanapki. Po pochłonięciu śniadania narzuciłeś na siebie wyciągnięty z szafy na ostatnią chwilę zestaw i  przymknąłeś za sobą drzwi mieszkania. Momentalnie kąciki twoich ust zastygły na wyżynach, kiedy w zasięgu twojego wzroku dostrzegłeś srebrną Toyotę. Opadłeś na fotel obok kierowcy i ująłeś twarz właścicielki samochodu w wielkie, smukłe dłonie, wpijając się zachłannie w jej wargi. Dziewczyna jęknęła przeciągle, gdyż nie spodziewała się takiego wybuchu namiętności z twojej strony na przywitanie, ale uśmiechnęła się pod nosem, zawieszając dłonie na twojej szyi. Napierałeś na jej usta coraz solidniej, składając na nich żarłoczne pocałunki. Janczak odepchnęła cię od siebie z całej siły i oparła się o fotel, przymykając powieki. 

-Zwariowałeś?! Chcesz mnie udusić?!-wrzasnęła, spoglądając na ciebie z wyrzutem. 

Uśmiechnąłeś się niewinnie, wsłuchując się w jej świszczący oddech i wzruszyłeś jedynie ramionami. Brunetka złagodniała po chwili i odnalazła twoją dłoń splatając jej palce ze swoimi. Potarłeś kciukiem jej jedwabistą skórę, zatapiając wzrok w krajobrazie migoczącym za oknem. Kątem oka obserwowałeś jednak jak zwinnie okręca kierownicę i skupiona wpatruje w jezdnie. Uruchomiłeś radio i zacząłeś naśladować wokalistę, którego głos roznosił się po wnętrzu samochodu.  Czułeś się szczęśliwy, słuchając jak Jagoda zanosi się słodkim chichotem i wydziera się wraz z tobą. Odpiąłeś pas bezpieczeństwa i pochyliłeś się nad jej twarzą, skradając z jej ust przelotny pocałunek. Ułożyła rękę na twoim policzku i pogładziła go, życząc ci powodzenia na treningu.  Spojrzałeś jej głęboko w oczy i ujrzałeś migoczące w jej szmaragdowych oczach ogniki, kiedy na ciebie patrzyła. Byliście sobie potrzebni nawzajem. Byłeś jej szczęściem, a ona była twoim. Przyjemne ciepło rozpłynęło się po twoim ciele, kiedy wpatrywałeś się w jej zielone tęczówki. Dało się z nich tak wiele wyczytać. To one ją zdradzały, kiedy coś było nie tak. Teraz jednak biła od nich radość, miłość i pasja. Związując się z nią zyskałeś największą fankę jaką tylko mogłeś. Pamiętałeś jej lśniące oczy, kiedy opowiadała ci o tym jak ją urzekłeś. Spoglądała na ciebie z podziwem, gdy mówiła o twojej determinacji, ambicji na boisku, walce o każdą piłkę i strachu, że jak kiedyś wylądujesz za bandą reklamową może przytrafić ci się uraz. Śmiałeś się wtedy pod nosem, gdyż nie mogłeś uwierzyć, że ta dziewczyna była z tą tak bardzo zżyta i zawdzięczała ci zdanie matury z matematyki, do której napędzała ją myśl, aby walczyć o dobry wynik na egzaminie tak wytrwale jak ty czyniłeś to na parkiecie. Nie miałeś pojęcia, że przychodząc do Trójmiasta poznasz kogoś takiego jak ona. 

~*~
Witam w szalpukowym świecie ^^ Mam nadzieję, że ten pomysł się Wam spodoba :3 Publikuje prolog, aby zachęcić Was do zostania tu i cierpliwego oczekiwania na start tej historii, który nastąpi w odległej przyszłości, niestety :D Może jak uporam się z duetem zdecyduje się pisać równolegle tą historię z Kamilem ;) Się zobaczy :D Gratulacje dla Arcziego, który wywalczył wczoraj brązowy medal <3 Z każdym meczem gra coraz bardziej fenomenalnie  *.* Pozdrawiam i do zobaczenia za jakiś czas ;*